Yeh, yeh, yeh, yeh, yeh Moja szkoła ze mną nic nie robi - yeh, yeh A poza nią mam ludzi, którzy chcą na szczyt położyć mnie, mnie Mamy nudnych ludzi to jest wszystko złe, złe Co nie włożę na siebie to potem kradną swag, ya Potem kradną swag, ya Potem kradna swag, ya Potem kradną swag, ya Ya, ya, ya Nie pracuję przeponą ya, ya, ya Ja pracuję głową ya, ya, ya Lubię balować sporo ya, ya ,ya Mam fajne życie niby ya, ya, ya I będę robił skrrt, skrrt pod moją szkołą Jebać nauczycieli, zrobię to bez nich solo Ja palę czasem, czasem, a ja palę sporo Ochrony potrzebuję, no i prywatny samolot A Ty co? A Ty co? A Ty co? A Ty co? Ja lubię mieć marzenia i lubię na nie zbierać Ty lubisz słaby melanż, przez to nie lubię Ciebie teraz Moje ciuchy, moja sprawa, moja czapka Moje skary, moja bluza i nogawka Zesrała się do jarania, do ubranka Ty się przejmujesz, chuj Ci w dupę, sąsiadka Lubię srać na grę, pluć na grę, szczać na grę Nie zarobią za to, więc lubię gdy podrabiają mnie Lubię kiedy siada na mnie i jazda Kiedy jedzie z tym jak Mazda Zrobić hajs jak Piotr Mazgaj Na te szmaty kolor, asfalt Ci co mówi ci to Mówi to Dolce nie Louis Vuitton I tak poruszy cipą Mój gibon, mój gibon, mój jebany uniform Ona się gapi na niej dziko widać, że lubi to Nie ma o co się stresować skoro w głowach jestem ich, Ty Po tych słowach będziesz pić, a nie zrobiłem nic, ej Ona wygląda jak Pocahontas Pewnie rozkminia jak on wygląda Głupia cipa chce bym podał go jak jointa Moje życie zwykłe, pierdolony spontan Bawię się i znikam, chowasz się po kątach Zakręcimy weeda kiedy kręcisz te nasionka, właśnie tak, eejj