Nie da się inaczej już Zostawiłem trupów tłum Miałem przy gardle nóż Dziś to ścieło mi łeb Czuje dumę choć chyba powinienem czuć ból Krwawię mam przelot w płucach, źle mi jest Miałem Breaking Bad, dziś tylko Walking Dead... To nie wiele bo dla mnie to jest, kolejny gest Patrzę nieobecnym wzrokiem, nadal jest okej Od płaczu do śmiechu między szpitalem a blokiem Od chęci po czyn w biegu by zdobyć flotę Nastawiłem czoło gdy spotkało się z Glockiem Słyszę syreny wiem, że już jest za późno Obcy mi ludzie reanimują na próżno Gorzki smak zmieszany smutek z wódką Nic się nie równa z tą jebaną pustką Spoglądam na płonące cygaro Słyszę jak górę jeszcze godzinę mi dają Choć ciało odmawia, honor nadal nie drgnięty Jedyne co mi zostało to testament pamięci Dałem charakter, sami zbiorą plony Dałem zasady, sami stworzą kodeks Dałem możliwości, sami znajdą pomysł Sami będą wiedzieć co w życiu wartościowe Widzę czarny samochód, czarna beta Wysiada przyjaciel kobieta, moja kobieta Podbiegają do mnie, i wstyd mi panie Nie chciałem by kiedykolwiek widziała mnie w takim stanie Widzę jej zły, i czuję chęć zemsty Ten świat był zawsze kurwą, dziś jest piękny To już chyba czas, widzę tunel... Odpowiadam dziękuję Jak byłem dzieckiem, to mój ojciec mi powiedział Że w życiu trzeba zaliczyć wzloty i upadki Ponieważ gdyby zawsze była prosta droga, to w rzeczywistości bym nie żył I dziś się z tym utożsamiam, śmieszne Spoczywaj w pokoju, ojcze