Każdy z nas to MasterChef Gotujemy sos, za trzech — to cud Mama w końcu będzie uśmiechnięta Zamienimy szare ławki, na najlepszy penthouse Nie było szans, nie było git, na bani tylko syf W sercu strach, w kieszeni nic, powiedz mi, jak tu żyć? Nie było gór, bardziej duch, chociaż każdy miał gest Zbite pod pięć, zbite na pół, żeby czymś zajeść stres Nie możesz wstać, nie możesz jeść, chociaż tak bardzo chcesz W głowie cel, musisz biec mimo, że ciężko jest Może być jeszcze gorzej, gdy demon w twojej głowie Krzyczy Ci do ucha głośniej, niż baba w telewizorze Każdy z nas to MasterChef Gotujemy sos, za trzech — to cud Mama w końcu będzie uśmiechnięta Zamienimy szare ławki, na najlepszy penthouse MasterChef Gotujemy sos, za trzech — to cud Mama w końcu będzie uśmiechnięta Zamienimy szare ławki, na najlepszy penthouse Wiem, jak to jest, kiedy na wszystko brakuje siana Chciałbyś coś zjeść? Ale nie masz nawet na kebaba (Miszany, miszany) Pożyczasz hajs, później problem jest, żeby oddawać Za to, że zacząłem próbować — sorry mama Zacząłem kombinować, chciałem tylko gdzieś uciec Z tego osiedla, gdzie na twarzy każdy ma smutek Parował łeb mi, od kminienia kolejnych zrzutek Ja wiem, że wiele razy, mogło nam się nie upiec Bo teraz nie wiem jaka cena, po prostu wrzucam do koszyka co chcę Bo sos, który teraz gotuję, kiedyś wyparuję, a ludzie zapomną o mnie Czy nie zapomną o mnie? Bo życie teraz ma kolor Nowa fura, na starych śmieciach A kiedyś walka, z samym sobą Muala Każdy z nas to MasterChef Gotujemy sos, za trzech — to cud Mama w końcu będzie uśmiechnięta Zamienimy szare ławki, na najlepszy penthouse MasterChef Gotujemy sos, za trzech — to cud Mama w końcu będzie uśmiechnięta Zamienimy szare ławki, na najlepszy penthouse