Przyjdzie panie zaginać Ratunku potrzeba Którego ja nie pragnę jak od ciebie z nieba Twej się woli polecamy I przyznać to muszę Miast wszelkiej pociechy Wszelkie żal odnoszę Wszak to ja od ciebie Zbawiciela mego Przyjmuje też ochotnie serca wesołego Jestem jak wodna trzcina Która z wielkiej suszy Wiatr wionie Zarazem ja skruszy Albo jak liśc zielony Który mrozem zdjęty Odradzanego dziewa bywa precz odcięty Który na ziemię padłszy Za nic jzu nie stoi Tylko sie jego szum darem boi Tylko sie jego szum darem boi Przyjdzie panie zaginać Ratunku potrzeba Ratunku