Przyjdzie panie zaginać
Ratunku potrzeba
Którego ja nie pragnę jak od ciebie z nieba
Twej się woli polecamy
I przyznać to muszę
Miast wszelkiej pociechy
Wszelkie żal odnoszę

Wszak to ja od ciebie
Zbawiciela mego
Przyjmuje też ochotnie serca wesołego
Jestem jak wodna trzcina
Która z wielkiej suszy
Wiatr wionie
Zarazem ja skruszy

Albo jak liśc zielony
Który mrozem zdjęty
Odradzanego dziewa bywa precz odcięty
Który na ziemię padłszy
Za nic jzu nie stoi
Tylko sie jego szum darem boi
Tylko sie jego szum darem boi

Przyjdzie panie zaginać
Ratunku potrzeba

Ratunku