Ja tylko jestem kamieniem I jako niemowlę tu Objęty matki ramieniem Cichego używam snu Ledwie świt ducha półsenny Mnie z łona martwości zwie I w mojej piersi kamiennej Poczuciem istnienia tchnie Jednak przeczuwam powoli Że zacznie pierś moja bić I marzę o ludzkiej doli Chcę kochać, cierpieć, żyć! Przez wszystkie śmierci ogniwa Postępu ciągnie się nić - Ból samowiedzę zdobywa: Chcę cierpieć, kochać, żyć! I wierzę, iż ten, co kruszy Dziś moję powłokę, grom Otworzy dla mojej duszy Wspanialszy cielesny dom Jeszczem związany łańcuchem W szeregu bezwiednych brył Z ogólnym natury duchem Z kolebką bezwiednych sił Jednak przeczuwam powoli Że zacznie pierś moja bić I marzę o ludzkiej doli Chcę kochać, cierpieć, żyć! Przez wszystkie śmierci ogniwa Postępu ciągnie się nić - Ból samowiedzę zdobywa: Chcę cierpieć, kochać, żyć! Chcę cierpieć, kochać, żyć! I witam z dreszczem rozkoszy Każdy zadany mi gwałt - W niszczeniu, co mnie rozproszy Zgadując przyszłości kształt Tam, gdzie się boleść zaczyna Bezwiednej martwości kres! A nad nią boska kraina Gdzie miłość wykwita z łez Jednak przeczuwam powoli Że zacznie pierś moja bić I marzę o ludzkiej doli Chcę kochać, cierpieć, żyć! Przez wszystkie śmierci ogniwa Postępu ciągnie się nić - Ból samowiedzę zdobywa: Chcę cierpieć, kochać, żyć! Chcę cierpieć, kochać, żyć! Chcę cierpieć, kochać, żyć!