Ile można kurwa pracować, właśnie tak Zamieniam poniedziałek w piątek i stówy na tysiące Życie poturbowało suko, tylko nie w szczepionkę W kurtce Moncler, złotówki i dolce Teraz chilluje w domu, komuś deszcz, komuś słońce Myśli biją się i mają długie rączki Wszystkie znaki na niebie, mówią chłopie weź dorośnij Jestem gnojem, nawet nie przeszedłem ospy Piekę tosty, a głowa tańczy moshpit (Moshpit) Z PIT-ów no to znam tylko Brada Sam już nie wiem, czy takie życie mi odpowiada Znaczy czy przestanę się w końcu obijać Trzecią noc cisnę w Ghost of Tsushima Moja dziewczyna pyta, co robi w domu drzeworyt Weź mi pomóż, bo znowu jestem zmęczony byciem gnojem Siedzę przed telewizorem i kończę Cyberpunka w odróżnieniu od CD Project Albo stoję nad przepaścią, kminisz W głowie rzeczy głupsze niż patostreaming Wyślij mi trochę dopaminy, metodą BLIK No i cyk, yo właśnie tak (mam do tego prawo) No i cyk, no i cyk, Sakura Stawiam stówkę, że twój szon się patrzy Ona łapie za parówkę jak Smolasty Gdybym pił za błędy, miałbym wciąż toasty Gdyby płacili za błędy, no to najbogatszy raczej by nie był Bezos Nie byłby Elon, tylko pewnie trochę by mi wzięło i skapnęło Mówią: koniec wieńczy dzieło Skończyłeś się i elo Teraz masz mi mówić Panie, bo nasz skład tu robi terror Cztery porcję proszę katsu curry, katsu curry (Uh, katsu curry) Pisze do mnie jakaś Natsu z Rayi W swoim pasku z Zary, to tsunami Siedzę w parku z psami, a nie z alkusami Wspominając bal ulany, coś tam nie wiem Sakura, yo proszę ciebie, wszystko kwitnie No i świtnie Wers ze Smolastym się wytnie Żartuję, ej dobra pow, pow, pow Pozdro Smolasty YouTube był dla mnie jak ojciec, tylko nie sprzedawał płyt pirackich Życia styl wariacki, tu gdzie bym nie poszedł to każdy rozkłada macki Marzę o Hongkongu, albo o pociągu do miejsca, w którym nikt nie będzie się na mnie dziwnie patrzył Mam tak zdartą grdykę, bo przez cały weekend musiałem przekrzyczeć te oklaski ...