W tej dżungli uwierz mi, pod łapą wszystko masz Naprawdę? Pod łapą masz Nie dla mnie są ponure dni, gdy myślę o nich to mnie mdli Więc żyć ze smutkiem ani mi się śni Bo przecież życie piękne jest, wystarczy tylko mieć co jeść, a wtedy smutki prysną byle gdzie Cały hajs przejadam na drogich obiadach Jak chcesz ziom to wpadaj, z chęcią dam ci dziaba Ale nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Kiedyś był turbodeficyt i był turbodebet i byłem ultraekozjebem Na jednym kubku z KFC kurwa miesiąc dolewek Bułka i serek były powszednim chlebem Pamiętam jak się zrzucaliśmy na festiwal we czterech Po cichu przed kelnerem ładując kawałki do torebek Byłem tam tydzień temu mając cichą nadzieję, że ktoś mnie pozna jak wrzucałem napiwek Ee, kapa jak chuj, wtedy byłem młody Janek, zapomnij jak będę chciał zaprosić na szamę Wtedy wrzucali fanty, a dziś frizzante (na powitanie) Żaden japisz, jak zjem zapiekanę też się nic nie stanie Cały hajs przejadam na drogich obiadach Jak chcesz ziom to wpadaj, z chęcią dam ci dziaba Ale nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Otwieram lodówkę i mówię ci ziomuś, wiem Mam więcej w niej trupów niż w szafie ma Eminem I jeśli chcą mi powiedzieć, że jestem co jem To jestem świnia, baran, kaszalot, pfff Twoje rymy to ser, moje rymy to hel Tak się po nich rozchechłasz, że przerobię na dżem cię Poleję tabasko, ubiję na krem i podam twoim znajomym na deser, goddamn Moje menu zbyt ostre dla cipowatych piździeli Zapraszam do knajpy dla wysublimowanej klienteli Może to właśnie cię skusi, wersy surowe jak sushi Dziupla jak w Białorusi, zaraz ktoś się zakrztusi Essa, smacznego, to dla tych co chcieliby zjeść Winiego - Quebo Za dużo tu mięsa, ta potrawa za tłusta I nie mieszaj mnie z preclem, i tak nie przejdę przez usta Cały hajs przejadam na drogich obiadach Jak chcesz ziom to wpadaj, z chęcią dam ci dziaba Ale nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Kiedyś od kuchni były zajebiste cyrki Teraz od kuchni mój kuchcik ma czyste witki A niuńki tłuste tyłki, jak belgijskie frytki Biorę ziomków z ekipki, ziomków z ekipki I jedziemy szamać Umówmy się, nie, nie że chcę się z tobą umówić mała Umówmy się, moja kobieta przy francuskim winku Oblizuje słodkie wargi po chia puddingu Jemy włoskie placki albo słuszny street food Jak mam cheata to do syta, aż nam skręca jelita synku A jak nie to wafle ryżowe i sam wiesz co Rzadziej syryjczyka na obskurnym winklu Jakbyś chciała na ostro to znam fajny kąt Pięciogwiazdkowy hindus sieka jak Mace Windu Bo przecież życie piękne jest, wystarczy tylko mieć co jeść, a wtedy smutki prysną byle gdzie No to jedziemy, kawał o tuńczyku Przychodzi tuńczyk do restauracji i mówi do kucharza "Ty skurwysynu, zabiłeś mi ojca" a kucharz na to "Przepraszam cię stary, to taka robota" a tuńczyk mówi "Wyzywam cię na pojedynek szachowy, jak wygrasz będziesz mógł mnie usmażyć, a jak przegrasz już nigdy nic nie przyrządzisz". No to zaczęli grać. Jak to przy szachach, emocje jak na rybach, jak wiadomo wszystkie tuńczyki uwielbiają grać w szachy więc kucharz dostał mata w kilku posunięciach. Wstał, wyciągnął kosę, wbił ją tuńczykowi w bebechy aż po rękojeść, a tuńczyk krzyczy: Ale nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara Nie wrzucaj mnie z nimi do gara, nie wrzucaj mnie z nimi do gara