Na bycie ideałem coś mi ciągle nie pozwala Jestem aniołem i diabłem, wciąż włóczę się po barach Po co tracić czas na pracę, za jakieś dwa koła z hakiem ziomuś Czyli wózek do zbierania złomu A chciałbyś w końcu furę, może być używana Twoja bitch jest jak Cabriolet, pada na kolana Samymi mixtepami gra jest dawno rozjebana A płyty, właśnie jadę z pięcioma choć nie mam Vana Ostatnio rozmyślałem, z kim najchętniej bym kawałek zrobił Ale nikt nie przyszedł mi do głowy Mówisz, że odbija mi sodowa i przejmujesz tron? Ty, jak Ci się w dupie pojebało coś to zerwij z nią? Może przez tą lalę w kółko masz problemy i Koncertów wcale, chociaż stale robi sceny Ci Po co jej wmówiłeś, że masz życie jak sen Dając jej t-shirt do spania, teraz w nim łazi co dzień Ten jej frajer do mnie mówi, że dostanę parę kulek Co? On chce mi dać korale, niech połączy banie z murem Ja nie jestem Maclem... tym.. wiecie którym Ja nie zmieniam stylizacji chociaż właśnie czeszę umysł, beng To jest QueQuality, sztuki bez imion, wóda bez popity Jak tańczymy, całe miasto idzie za tym; Techno Viking Demon ukryty, jak w Hello Kitty To życie szybkie jak Velocity Jeżeli wolisz gołosłowność od nagiej prawdy Znam ładny obraz, hieroglify naszych dni ostatnich Jestem tym gościem, który krzyczy w szatni Jestem tym gościem, jestem tym gościem, jestem tym gościem, wystarczy A moi ludzie nie są z tych, którzy łatwo odpuszczą Stawiam wszystko na jedną..., yy, tak, tak, płatność gotówką Choć miałem srogi przestój, jestem piątym z Beatelsów O tobie chodzą słuchy, ale ty stoisz w miejscu Ja mam gotowy zespół i koncertowy nastrój Nie biorę jeńców, szybko odsyłaj ich do Damaszku Jestem w potrzasku, zrozum scena to moja gildia Poprawiam po Panu Bogu, mów mi QuebonaFidiasz Muszę próbować wygrać, ten styl jest w kurwę dziarski Nie zatuszujesz mnie, nikczemność nosi różne maski