W powiecie świeckim zabezpieczono blisko 3 tony chemikaliów. Z tych substancji można było wyprodukować 330 kg gotowego narkotyku o czarnorynkowej wartości ponad 6 milionów złotych W dłoni plik, na przyzwoitości szwy Na rzęsach łzy, a w oczach przymus Na huśtawce ważą się sny, linie na blacie mnożą się jak tyfus Na twarzy smaży się wstyd, nawet na spryt jest tu artykuł Tonący chwyta się brzytw, odmień styks i masz tytuł Patrzy Bóg, nawet mój cień nie wierzy w cud Czekaj na śmierć, żona i SUV, domy jak z Canal plus Jebać baśnie, wóda i rum, spust do ust, to nie król cnót Masz mnie, trumna i gwóźdź, złap diabła za szyję, ma puls Lecz w końcu zgaśnie Świat szary jak nikiel, proch biały jak kitel Śmiech przyklejony jak sticker, myśli ciemne, bo z czarnych liter Lina już wisi, trzymaj nożyczki, tnij i przeproś mamę Pazerność wylewa jak Nil, masz w tym skill jak Zidane Auto to dom, nad głową dron to w tunel, Warzone nie Haiti To wbija w parkiet jak Lebron, w dłoni łom, w drugiej alibi Plastikowa torba i gaz pieprzowy, solo na Mont Blanc Pin za pinem, sim za simem, gotówkowy Donald Trump Wszystko to jest chuja warte Domy, chuja warte Mordy, chuja warte Trzony, chuja warte Torby, chuja warte Zysk policzony, lecz to wszystko jest chuja warte Cartiery, chuja warte Papiery, chuja warte BM-y, chuja warte Kariery, chuja warte Wyroki, chuja warte Widoki, chuja warte Tfuuu, zbiera mnie na wymioty, bo to chuja warte Czy było warto? No chyba dobrze ukrywa Toyota hybryda Bo nie jest za szybka, asfaltu nie zrywa A może to tylko błędna perspektywa Pieniądze, sława, rodzina i z przeszłości sprawa to się nie pospina Przeraża cisza, przeraża mimika, ciebie nie powinna Do luksusów wytrych to alkaloid Małą łyżką można brać powoli Dużą można kurwa mać do woli Choć nie mówił Bóg, że bardzo zaboli Strzelał w niebo byś, lecz brak naboi Zabierz Boże se te pięć Meroli Altruizm dzieli się przez egoizm Tak wygląda mordo self-employed Dorosłem szybko, horoskop z dziwką Proroctwo wyrok, nie dyplom Telegram pęka, nie stygnie pieczywko Ręce się trzęsą, to symptom Edytko Żyję nie myśląc zbytnio, będzie gorzej, źle już było Gdy kula wchodzi przez gardło jak syrop To gdzieś pod potylicą ma wylot Tam po drugiej stronie murów wścieklizna Piasek powoli przepuszcza klepsydra Towarzysz [?], słońce na przebitkach W skrócie to kurwa jest cała deskrypcja Zachwyt udławi, a zaszczyt wykrwawi Nie ma w tym magii, a każda z tych plastikowych przyjaźni Poranną kawę chętnie kiepem przyprawi Wszystko to jest chuja warte Domy, chuja warte Mordy, chuja warte Trzony, chuja warte Torby, chuja warte Zysk policzony, lecz to wszystko jest chuja warte Cartiery, chuja warte Papiery, chuja warte BM-y, chuja warte Kariery, chuja warte Wyroki, chuja warte Widoki, chuja warte Tfuuu, zbiera mnie na wymioty, bo to chuja warte