Siedziałeś cicho na dupie prawie trzy miechy, cieciu I ponownie awanturą chcesz wepchnąć album do sklepów L4 mi nie trzeba, sam sobie pracodawcą Bo mam tę pracę, sprawdź to, bezrobotnym mięknie jajco Ty pajacyku i menago twój Jacyków Tede, Jakuza, dwóch przestrzelonych typów Gardło jak to gardło – rapem je zajeżdzam ostro Lecz to ciebie pojebańcu dziwka zaraziła ospą Czy miał wtedy zwolnienie? Bo na swój koncert nie dotarł Przez kolumbijski katar i weneryk kurwa total Tak się zamotał, że nie czekał na odpowiedź Torpedując mą zapowiedź, boi się ten mały chłopiec A więc zaczynam, powiem to, co niezakończone Mimo iż zapowiadałem, że udziału w tym nie biorę Mówisz na mnie "Pener"? To jest moje drugie imię Wydziabane mam na szyi; to ty, tępy skurwysynie I jeśli chcesz ubliżyć, to się wysil, kreaturo Obrażasz swą posturą polski rap, gruba ruro Zebrałeś baty, czas spisać ciebie na straty Między nogi bierzesz co? Dildo z okładki Erraty? Spocząć na propsach – nie moja jazda Jazdę urządzić ci – sprawa ważna W życiu rozgardiasz swoim wprowadzasz Znów z dupy dałeś mówiąc, że suka zdradza Straciłeś twarz, pokazując swe oblicze Fałszywa dziwko, dziś dla ciebie ten stryczek To jak policzek, uprzedzam – będzie więcej Tede jest kurwą, a kraj zaciera ręce Tę datę zapamięta niebawem cały wszechświat To wydarzenia z 12 września To jest o hejtach, jak będą kończyć Tede ten szmaciarz do nich dołączył Po to, by zdobyć nieco rozgłosu Masz gdzieś chłopaka, PR hip-hopu Chodzi o ciebie; chce fejmu rura Tylko po to ten beef, pretekst – Zielona Góra Myślał, że jest niezły, a spierdolił do Tunezji Zamiast nagrywać teksty, trzymał za zębami język Poparcia wiece to 35-lecie Nie o hip-hop chodziło, a o Jacusia przecież Ciebie pierdolę, bo jesteś cieńki Bolek I odwołam Ci jeszcze kilka koncertów, koleś No i widzę, co robisz – szalejesz jak ranny jeleń Chciałem to olać, lecz jeszcze nie oleję Boli cię, że ludzie skandują: "Jebać Tedego!" Sami to krzyczą, ja nie zmuszam ich do tego Ty i twój dystans to raczej sprzeczność Rozrywką dla mnie – urządzić ci piekło Mieszkasz w stolicy, a zachowujesz się jak pastuch Hurtowo nagrywa naprzód, wstyd przynosi miastu Jest pocisk – masz odpowiedź, i tak w kółko (Tak robię!) A ty naprzód kombinujesz niezliczoną ilość zwrotek Zrozum debilu, zakładam hipotetycznie Nawet gdybyś zdołał wygrać, nic nie zdolasz (Wiem, to przykre!) Zszarganej reputacji nie dasz rady naprawić Jak na trupa, to powinien zamknąć ryj (Zamilcz, panicz!) Tede plus hip-hop równa się jemu nie wyszło To bieguny przeciwległe, więc precz z tym kurestwem W Warszawie święty? Raczej z chuja wycięty Ja grałem te dissy w Warszawie, jesteś przeklęty A u mnie to nigdy gwiazdą nie będziesz Chyba że znow nawinę; spadająca gwiazda – Tede Tę datę zapamięta niebawem cały wszechświat To wydarzenia z 12 września To jest o hejtach, jak będą kończyć Tede ten szmaciarz do nich dołączył Po to, by zdobyć nieco rozgłosu Masz gdzieś chłopaka, PR hip-hopu Chodzi o ciebie; chce fejmu rura Tylko po to ten beef, pretekst – Zielona Góra