RPS, SLU, IMS, RPS, SLU, IMS, RPS, SLU Właśnie tak, to dla wszystkich ulic Masz na rękach krew, nie żebym się wpierdalał Zawsze dorzucę na chleb, ale nie da bayraktara Polskie ulice, żadne tam Beverly Hills Choć bezwzględne, niczym Hollywood dla Kelly McGillis Jeszcze gdyby wjechał drill i biegaliby z żelastwem A ta gównażeria bawi się tu w teledyskach w mafie Jeszcze kurwa nagraj z Piaskiem, chociaż on większy gangster Niż te wszystkie wymuskane, kryminalne frakcje Życie ma na ciebie haczyk, co to w ogóle znaczy? Ktoś na murze wrzuca napis "Śmierć dealerom dopalaczy" Nigdy nie aspirowałem tu na szefa dyplomacji Więc się nie spodziewaj poprawnej narracji Beton w mojej piwnicy, jest znów świeżo wylany Bo kruszyłem te podłogę, by wyścielić ją trupami Wciąż mnie prześladuje, sen o domu w Holandii Potem wracam na Staszica, gruby galimatias w bani Tam kilka moich byłych i kilka strasznych typów Masa alkoholu, przemocy i narkotyków Co ważniejsze, że się jaram w opór tą fabułą smyku Gdy wjeżdżają te koszmarki z przygodami skurwysynów Polskie ulice, żadne Beverly Hills Ale kocham ten syf, I got love for the streets Wciąż doszukują się we mnie skurwysyna A ja tylko chcę być wolny, bardziej niż Palestyna Wciąż tak niewiele wiem, chociaż co nieco widziałem I mógłbym przysiąc, że ze mną raczej bez niespodzianek Zwiedzając świata kawałek, co nieco czytał i pisał Wciąż głodny wiedzy, jak za dzieciaka muzy w głośnikach Wiem rapowe zaplecze, zahartowało kolesia Wyszedł z jaskini, a w bani wrył się tryb średniowiecza To jakiś cel mi przyświecał, Jacquouille zdał się Jacquardem Wspomnisz o farcie, a ja pamiętam wyłącznie pracę Nie na etacie, ale przy kartce, w końcu nad sobą Skończ się użalać, chciałbyć beztroski jak DJ Bobo? Chłodny browarek obok, też fajną pannę, sielanka A kto by nie chciał, więc idź po swoje, nie ma załamka Tutaj rap ponad standard, przychodzę pierwszy, nie pytaj Kiedy wychodzę? Przesłuchaj sobie Dekalog Rycha Zamiast rozkmin na temat późnej starości bro, raczej Karōshi Choć dbam o siebie, naprawdę to Wciąż napierdalam miczym japońska drużyna w piłę Nie bez powodu ich trener ma na imię Hajime Polskie ulice, żadne Beverly Hills Ale kocham ten syf, I got love for the streets Wciąż doszukują się we mnie skurwysyna A ja tylko chcę być wolny, bardziej niż Palestyna Polskie ulice, żadne Beverly Hills Ale kocham ten syf, I got love for the streets Wciąż doszukują się we mnie skurwysyna A ja tylko chcę być wolny, bardziej niż Palestyna Dwadzieścia dziewięć lat na karku, moja muza to nie tester Testować możesz produkt, ja bankowo nim nie jestem Dalej wyszczekany, chociaż nie rzucam już mięsem Nie piłuj mi pazura, bo cię zgaszę jednym wersem Trochę starszy Dedis, w końcu odnalazłem przestrzeń U Rycha na mixtapie, no bo szlifowałem dzień w dzień Noc zostawiam koncertom, bo górnik ze mnie żaden By nie iść do roboty się chowałem jak Bin Laden Jestem kotem, nie Patem, tona emocji w każdy track Dwanaście lat na scenie, dalej werwy pełny bak Sprawdzaj rap, który buja, dosłownie bez piguły Burzę nienawiści mury, prawy prosty Tyson Fury What The Fuck? Duszę oddałem za wersy brachu Inni by oddali godność, by mieć niekończące papu Robię swoje, nie narzekam, ty też trzymaj się dzieciaku Ważne by każdego dnia w lustro spoglądać bez strachu Polskie ulice, żadne Beverly Hills Ale kocham ten syf, I got love for the streets Wciąż doszukują się we mnie skurwysyna A ja tylko chcę być wolny, bardziej niż Palestyna Polskie ulice, żadne Beverly Hills Ale kocham ten syf, I got love for the streets Wciąż doszukują się we mnie skurwysyna A ja tylko chcę być wolny, bardziej niż Palestyna RPS... Wykorzystałem swoją szansę... Chodzi o determinację RPS... Wykorzystałem swoją szansę... Chodzi o determinację