Przypierdalasz się o szkołę, a ja szkoły życia uczniem Skończę zarabiać pieniądze, wtedy do szkoły powrócę Spokój twój zakłócę, jeśli w ogóle taki miewasz Masz ze mną beef? Wiesz, że zaczniesz cienko śpiewać Pytam – jak ty chcesz zrobić w Mielnie urodziny? (Jak?) Lepiej zmień kurort, dobrze tobie radzimy (Tak, tak!) Żaden z ciebie street fighter, radzę ci potrenować Nie zamierzam ci grozić, ważne czyny nie słowa Przemoc w hip-hopie wszechobecna od zawsze Nie pieprz mi o pokojowym załatwieniu sprawy, błaźnie W twoich oczach widzę strach, wiem, że będziesz się tłumaczył Beef to kurwa beef, oglądałeś "Streets is watching"? Jak Hova z kolegami skurwysynom odpłacał Czy gnat w jego łapach pokojowy gest oznaczał? Będziesz miał kaca po tym nawarzonym piwie Odpadniesz z gry, zanim część tego wypijesz To były dissy? Czekam na bisy Masz tu pociski, weź nie łap schizy Chciałeś beef wygrać, lecz gdzie pomysły? Działam jak Dissulfiran na twoje kpiny Pieprzę rozkminy i twoje jointy Bo dziś masz nowe ode mnie kontry Chciałeś beef skończyć? Lecz nie tym razem Wirus nie działa, wygrał zarazę Walczysz o honor? Szybko sprowadzam cię w parter Byłeś niczym Wojewódzki? Poczęstował kiepskim żartem Z taką mordą jak ty? No to kim ty możesz zostać? Już pocisnął sobie sam, wykrzykując swoje, morda! Bo urodą ty nie grzeszysz i brakuje ci prezencji Przy okazji elokwencji, więc się śmieją z ciebie, nie śpisz Nie jesz, nie oddychasz, wypalony ja mam prestiż Ten beef tobą zakręcił, tak mi ciebie szkoda, wierz mi! Ja nie chciałem cię zamęczyć, lecz zrobiłem to, bo wkurwiasz Sam zmusiłeś mnie do tego, a więc usadziłem durnia Znowu ktoś utarł ci nosa, tracisz węch, zapał i z czasem Samozwańczy nagi król, który jest zwykłym golasem W sumie wszystkich płyt on sprzedał tyle co ja jedną, ziomek Gdy mam sklepową premierę, to pod sklepem ty w ogonie Możesz rozdawać ulotki, gonić swoje parasolki Niczym kiepski akwizytor, domokrążca, tak żeś skończył To były dissy? Czekam na bisy Masz tu pociski, weź nie łap schizy Chciałeś beef wygrać, lecz gdzie pomysły? Działam jak Dissulfiran na twoje kpiny Pieprzę rozkminy i twoje jointy Bo dziś masz nowe ode mnie kontry Chciałeś beef skończyć? Lecz nie tym razem Wirus nie działa, wygrał zarazę Chowany pod kloszem ten, kto wciąż ciągnie proszek Psujesz wizerunek tej kultury, skończ z tym, bardzo proszę Nie problem kupić towar, wziąć towar, odchorować Problem wtedy, gdy towaru będziesz wciąż potrzebować By móc funkcjonować, czy tak nie jest z tobą Jacku? Trzeźwym myśleniem nie grzeszysz, masz czym? To do mnie startuj Na serio, bez żartów, głąbie z rozmiękczonym mózgiem Jestem jak te dragi, po których ty nie uśniesz Siedział cicho i nadrabiał zaległości w mej twórczości By móc odpowiedzieć, musiał poznać me osiągi I żeś sam pewnie zwątpił, skoro wciąż przekręcasz fakty TVN cię wyszkolił, jak rozdawać lewe karty Jesteś uparty, lecz zapominasz Że nie możesz być bardziej kiepski niż Ferdynand A ja i moja sekta zakończymy dziś ten spektakl Chcesz to spytaj swego zioma Nowaka o komentarz To były dissy? Czekam na bisy Masz tu pociski, weź nie łap schizy Chciałeś beef wygrać, lecz gdzie pomysły? Działam jak Dissulfiran na twoje kpiny Pieprzę rozkminy i twoje jointy Bo dziś masz nowe ode mnie kontry Chciałeś beef skończyć? Lecz nie tym razem Wirus nie działa, wygrał zarazę