Ej, głośniej mikrofon jeszcze poproszę Albo... okej, ej, dobra, jest okej, ej, yo, yo Czy ktoś kiedyś popełni ten grzech, by w końcu zaufać mi? Już każdy wie, w mojej głowie wielki battlefield Na szalę dziś położę, zanim skończę, swoje sny Wiecznie płonę, jak Cotopaxi Mówią: "śmiech to zdrowie", ale co mi powiesz, gdy mój śmiech to wieczne kłamstwo? Nie wiem, co z tym zrobię, ale wiem, że po tym wszyscy powiek już nie zamkną Wolę to, co Hłasko, niech kieliszki brzęczą, gdy litery męczą, drapią, ha Życie, życie to paradoks, a ta terapia jest zagładą, ciao Zostawię po sobie więcej niż Genghis Khan Ludzi, czy płynących łez? To już nie wiem sam Zanim spalisz każdą ścieżkę w drodze do gwiazd Pomyśl, czy Ci to potrzebne, by być jak... Ten czas zadaje tyle ran Mimo tych zażaleń, mimo strat Mimo wszystko dalej wierzę w świat Mimo wszystko run You better fuckin' run Nie zatrzymam się, odliczaj start Gdy się zacznie już nie będzie szans Mimo wszystko Zbędne gadki, nara Nie mam czasu dla relacji, spadaj Twoje gwiazdy to dla mnie żenada Chcesz tam trafić? Chyba przez tour busa To inaczej raczej się nie zdarza Jesteś fanem dla nas, no to dawaj Nie obrażaj, bo mnie broni wiara W obu przypadkach ktoś mnie osłania Zawsze będę sobie radę dawał Tu, gdzie rządzi szatan i dollar, dollar Brak serca, dla mnie słaba kara Jak nie mam teraz, będę miał zaraz Przez żaluzję obserwuję światła Komuś nie udało się wyrwać z bagna To bez znaczenia, co by dała matka To i tak za mało, by to ponaprawiać Ten czas zadaje tyle ran Mimo tych zażaleń, mimo strat Mimo wszystko dalej wierzę w świat Mimo wszystko run You better fuckin' run Nie zatrzymam się, odliczaj start Gdy się zacznie już nie będzie szans Mimo wszystko Mimo wszystko Mimo wszystko Mimo wszystko