-Ze sklepu wracasz? -No -Piwo jest? -Ja nie pytałem ale chyba nie ma bo ludzi nie było -Nie dowieźli skórkowani. No chodź, pomogę ci, wyciągniemy komara bo zardzewieje -Jakiego komara? -Chodź, chodź Ojciec zawsze mi powtarzał, że kurewstwo ma ludzką twarz Że trzeba walczyć o zwycięstwo nawet czując strach Że prędzej urządzi ci piekło, nazwie szują brat Niż ci co grozili ci śmiercią prześladując w snach Ostatnie rozdanie w kasynie, talia starych kart Przegrałeś hajs, chatę, rodzinę, witaj w paszczy lwa Kula przelatuje przez mózg, rozrywa cały płat Nie ma już nic tylko koroner, parę krwawych plam Wstając rano czuję się jak żywy proch Znów miałem sen, że zamiast słońca powstał dziki gon Miliony myśli, ciągła presja, cichy sztorm Gdzie jest Bóg? Pewnie sam już nie ma siły nawet liczyć zwłok Widzisz błąd, jak chcesz godności musisz zdobyć klops Na dobrą szmulę, auto, lokal z dupy, złoty ząb Tresują nas byśmy trzymali się wciąż chorych norm Pierdolę świat od punktu wyjścia po sam horyzont Mógłbym dać sobie więcej czasu; nie stać mnie Piąta nad ranem, nie spałem ale mam w rękach tekst Poświęcam się, choć tracę wiarę ale wiesz jak jest Póki mam siłę i odwagę nie chcę przestać biec Za problemami, każde z nich odrębna serca część Od lat próbuję wszystkie na raz w jedną zebrać treść Nie daję rady, ta bezwładność co dzień zwiększa stres Gdyby nie dzieci czekała już by mnie pewna śmierć Znam chłód jadąc dwie paki pod prąd Noc, autostrada, kierownicę wypuszczam z rąk Ślepnąc od świateł w jedną chwilę zanika tło Los w oczach przewinął mi kliszę, mój finał, trop Wolałbym nie widzieć, nie słyszeć, nie wnikać w to Czemu odczuwam presję, że aż rozrywa splot Czy to wkurwienie czy bezradność życia jak Hiob Bóg chciał mnie zabrać dawno ale oddycham wciąż Próbują nas zastraszyć, terapia szoku Błazny bez wiedzy zgrywają wielkich proroków Zamiast wchodzić na łeb to zejdź mi z oczu Ze wszystkich świętych cenię najbardziej święty spokój Dosyć mam pustych słów i pięknych zwrotów Gdy szkoła wychowuje wciąż pożytecznych idiotów Mówią, że znają historię, wiedzą co to krew i popiół Skurwysyny, będzie trzeba odkopię wojenny topór Dom z papieru jebany karton gips Siedzę w fotelu, widzę jak na mnie patrzą drzwi Ludzie i sprawiedliwość, władza i prawo krwi Walka o stołki w korpo zmienia ich w stado gnid Zobowiązania, praca, nałogi, alko, spliff Kredyty trzeba spłacać, więc ciągle trwają w tym Znajomi dzwonią mówiąc, że oni pragną żyć Miało być złote runo, w zamian dźwigają krzyż Kilka zdań ulotnych jak hel Obraz rzeczywistości jak przed laty "La Haine" Jak światła miasta czy powszedni chleb Płaczę rymami, nie zobaczysz łez Kilka zdań ulotnych jak hel Obraz rzeczywistości jak przed laty "La Haine" Jak światła miasta czy powszedni chleb Płaczę rymami, nie zobaczysz łez