W czepku urodzony
Wokół siebie robi szum
W samozachwyt uzbrojony
Zdradza go zbyt pewny chód
    
Na życia szachownicy
Wszystkie ruchy pionków zna
Z nikim się nie liczy
Z życia czerpie aż do dna
    
Do dna
    
Zawsze w środek tarczy
Padał każdy jego strzał
Miał być skok na cztery łapy
Jednak złamał mu pewności kark
    
Nikt mu lampki nie zapalił
Żalu tyle co napłakał kot
Został tylko po nim napis
Na mogile co przykryła go
    
Co chciał, to miał
    
Wyżej, mocniej, głośniej, prędzej
Był od szczytu o jeden krok
    
Niżej, mocniej, głośniej, prędzej
Bez zaszczytu zaliczył dno