Porwał mnie nurt z brzegu spod stóp gór pod taflą schronił mnie. Jak kamień w dom we wszechświat mnie wziął pod lustro orbit swych wód. Przelotny chłód w krwiobiegu snów wygładza czoło, nie zniknę, nie wyskoczę stąd, pozwól mi zostać tu. Powiedz, jak głęboko się schodzi po muśnięcie wolności? Czy sprawdzałeś którędy byś chodził, gdybyś przez chwilę był sobą? Przelotny chłód w krwiobiegu snów odchyla głowę, nie zniknę, nie wyskoczę stąd, pozwól mi zostać tu. Ty, to ty, to ty na moich wodach dom jak tron, jak drzwi otwarte na noc nie, nie boję się, tu nic nie zgubi mnie, podwodna tratwa na moich wodach.