Jesteś tak blisko, że odliczam godziny Czuję, że wszystko się zmieni w chwili gdy się zobaczymy Usiadłem na krześle by napisać moim byłym Że nie czułem nic takiego wcześniej do żadnej dziewczyny Kilku chłopaków pyta czy nie czuję strachu A ja chyba po raz pierwszy w życiu nie mam dylematu Niczego się nie boję i chcę o tym mówić światu A więc śpiewam jakbym siedział podpięty do wariografu I w wyobraźni maluję twój obraz Choć mnie nie interesuje jak wyglądasz Kiedy się pojawisz wokół będzie sporo krzyku Bo moi bliscy będą chórem piać z zachwytu Głowę chowam pod kapturem choć daleko mi do mnichów Znowu stukam w klawiaturę, wzrok przyklejam do pulpitu Zapisuję to co czuję niczym piórem w pamiętniku Odpłynąłem ale wracam do meritum Chociaż padło wiele słów to żadne z nich nie odda Tego jaka jesteś cudowna Znowu w wyobraźni maluję twój obraz Choć w ogóle nie interesuje mnie to jak wyglądasz Choć wiem, że każde słowo wsiąknie w papier To nie rzucam go na wiatr po to by było mi łatwiej Dam ci to czego nie miałem, zrobię ile potrafię Ale nie obiecam, że niczego ci już nie zabraknie Boję się, że gdy cię złapię to nie puszczę Gdy przytulę to poczujesz się jak owinięta bluszczem Że cię zamknę w złotej klatce i że patrząc na twój uśmiech Będę czuł się jakbym przeglądał się w lustrze Nie jestem święty to widać jak na dłoni Chociaż mam dużo na głowie nie mam na niej aureoli Boję się tego czy podołam nowej roli Lecz kryję się z tym bo ponoć facetowi nie przystoi Tutaj nie jest tak beztrosko jak tam gdzie jesteś obecnie Czasem trzeba zrobić coś co wyda ci się niebezpieczne Iść do przodu prosto nawet kiedy ci się nie chce O problemach mówić głośno zawsze kiedy to konieczne Chociaż padło wiele słów to żadne z nich nie odda Tego jaka jesteś cudowna Znowu w wyobraźni maluję twój obraz Choć w ogóle nie interesuje mnie to jak wyglądasz