Budzi mnie, aaa w nocy, czwarta jeden, nie mogę spać Nie wiem co robić, chociaż znam ją tyle już lat Znowu przychodzi, kręci ją, że czuje mój strach Przy poduszce siada mi, w łóżku, siada mi, głupstwa gada mi Ona to czterysta koni, 5,3 do setki Kiedy do niej mówię: "Zwolnij", wtedy ona mówi: "Depnij" Ona to krótki oddech, ból, lubi gdy wchodzą nerwy Ona to gramy kreski, bletki, ona to pokłady presji Ona to na poboczu znicz, ta, ale jest manifique, ta Tyle lat w rapach, słucham wciąż Paca, ona to trap music Lubię pomyśleć, lubię się wahać, ona chce wszystko w mig Czekam na to co mi los da pod nóż jak owca, ona to wuka, dzik Ona mi każe dźwigać nawet kiedy lekarz dawno kazał przestać Szaleństwo po niej widać, życie dzięki biegi nie pozwala przerwać Podkręca mnie jej siła, tyle lat życie mi już kieruje Chciałem coś bez niej czuć nie czuję i chciałem tak żyć, nie umiem Mam chory łeb, headshot To nie rozwiąże spięć i tych spraw Od rana gdzieś nosi mnie w świat Szukam drogi, to pali i boli, muszę iść tam Mam chory łeb, headshot To nie rozwiąże spięć i tych spraw Od rana gdzieś nosi mnie w świat Szukam drogi, to pali i boli, muszę iść tam Moja chora głowa, moja podświadomość Chce mnie sformatować i się czuć tak błogo W tej świadomości nie rosnę liniowo Idę do miłości tak bezwarunkowo Odpuściłem pośpiech, jeszcze sobie zwolnię Biorę życie mocniej na dobre i złe Siła czy moc, czy dzień, czy noc Ty ze mną chodź, za krokiem krok do nieba Do dłoni dłoń w tym tańcu to Spokojny wzrok nic mówić nie trzeba Nie, nie, nie, nie, nic mówić nie trzeba Nie, nie, nie, nie, nic mówić nie trzeba Mam chory łeb, headshot To nie rozwiąże spięć i tych spraw Od rana gdzieś nosi mnie w świat Szukam drogi, to pali i boli, muszę iść tam Mam chory łeb, headshot To nie rozwiąże spięć i tych spraw Od rana gdzieś nosi mnie w świat Szukam drogi, to pali i boli, muszę iść tam