Podmuch zabiera artefakty w tym mieście Ja bezszelestnie przelatuję nad nimi z wiatrem Mam koszmar we śnie i dreszcze, które wiecznie Zabierają mi podmuchy radości znad szarych barier Ile tych bander, nie policzyłby nikt Wszystkie rozdarte, każdy komuś pisze epilog Skandują: "Żyjmy chwilą!" i biegną gdzieś Gdzie nie ma linii między teraz, a tym co było Moje noce są jak twoje dni Nie rozstaję się z żadnym z nich Zamykam drzwi i martwy kwadrat wtedy żyje jak gra W której masz tyle wcieleń, ile razy pukasz do bram Twarze zniszczone w słońcu miasta, które grzeje jak lód Obdarte bloki krzyczą szeptem, bo kochają twój chłód Na jednym z dachów ją widziałem, jak modliła się gdzieś Gdzie nigdy o niej nie słyszeli i nie wiedzą, że jest Zabierz ludziom ostatnią nadzieję My szukamy zaklęcia na deszcz Brudny umysł to żaden argument Krzyk w sekundę zamieniał się w szept Zabierz mówcom ostatnią ideę Lubią wkładać nam znaki do ust A gubią się, kiedy łapiemy ich na tym Że każdą sekundę znów dzielą na pół Gdy miarą lęku jest wiersz Różewicza "Warkoczyk" Ludzie nie mają nadziei, a to zazwyczaj narkotyk Nic nie odpala na dotyk, rzadko jest dobrze Wiary wystarcza na styk, tak jak pieniędzy na koncie Na horyzoncie okrętem, który jest losem i sensem Noe może nie skończył arki jeszcze My upadamy z deszczem, pełni zmartwień ludzie W jej wietrze, Bóg nie dotyka palcem łódek Zapytaj matek, tych co śpią w szpitalach bez łóżek O ich przypadek, usłyszysz zawsze o małej chmurze O złej naturze w toku, błędach na górze losu O ścianach płaczu w pałacu przy braku antidotum To drżenie warg i zawieszenie głosu Talie znaczonych kart, kiedy największy skarb Spada w odmęty fal, wtedy nie chcesz mieć oczu To ciemny czas, gdy nie ma żadnych barw Zabierz ludziom ostatnią nadzieję My szukamy zaklęcia na deszcz Brudny umysł to żaden argument Krzyk w sekundę zamieniał się w szept Zabierz mówcom ostatnią ideę Lubią wkładać nam znaki do ust A gubią się, kiedy łapiemy ich na tym Że każdą sekundę znów dzielą na pół Cmentarne bramy otwierają się za często Ja nie widzę czego szukam za anten Jestem tu po to, byś wiedziała, że piękno To szaleństwo w czystej formie, bez żadnych barier Cmentarne bramy otwierają się za często Ja nie widzę czego szukam za anten Jestem tu po to, byś wiedziała, że piękno To szaleństwo w czystej formie, bez żadnych barier