Po apelu! Ciemno na majce Noc na peronce i nad kryminałem Tyle siedzi na bańce Mocnego z lufki zapijam czajem Biją mi jumy złamaniem Strzały na moście, bordowa Vectra Co stało się, nie odstanie Mój los jak orzeł czy reszka Cisza piszczy mi w uszach Ziomek na koju jak czas się nie rusza Tu dni się nie liczy, nie wierzy w cuda majątek mierzony w szlugach Czy lewy wybacz ale cynkuwa W imię zasad nie jeden umarł To nie są pączki u babci Ta szkoła prawdziwa jak jucha Tu mieszka zła nieskrucha Wolnie odklucza ci w postaci ducha Zasysa, pucha, nie puszcza Jak czarna dziura, bezpowrotna pustka dla wielu Moje dwa lata to śmiecha, nie bajda Krótkie sekundy jak wieczność Mam farta, że nie mam zegarka Bo oddałbym go za hasz, nie pieniądz Za lipę muzyka miasta Ostatni tramwaj z grzyta kamienną Przez blindę stłumiony światło A które jak wyjdę, znowu mnie oślepią Ja krzywdę zrobiłem drugiemu Samotna pokuta w cieniu Niech Bóg mnie wybaczy Bo sędzia nie mógł Więzienie jest kurwa czarna dziurą Bez końca wyjdziesz to tak raz i Co, no życie toczy się pod górę Nie z górki tylko pod górę Problemy płacz palone mosty Utracone kontakty rodzinne Teraz widzę związki Młody człowiek nie myśli w ten sposób Wiesz, nie myśli perspektywicznie Myśli tu i teraz Myśli o, wiesz, kategoriami Gdzie by wyskoczyć z kumplami na piwo Leżę na sankach na monte Jak krew kapie kran, liczę krople Mam gniew w sobie, kolce i sople Ubram, pożegnałem się z chłopcem Faza odcięta jak gońce Piszę listy, od serca nie gończę Jak zajdzie potrzeba, zjem gwoździe Ziom i, nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Nie pójdę do nieba, wiem dobrze Piszę nad ranem przy zapalarze Czarna od smoły, szklana do lawka Dwie cele dalej, rezygnuję z marzeń Małolat i chlasta się mojką po kablach Idąc worem czarnym go zabrać W spadku tylko machora i kawa Spisana krótka notatka Idź duszo do białego światła Nikt nie cierpi jak matka Gdy dzieli pleksa, twardo nie beksa Siedzę w klatce jak małpa Brzęczy buzała się, tera herbaciura Na dzbanie perełka na szczura Co czai się w rurach, chcę uciec szkodnik Chcę spać spokojnie jak ty Tyle zła w tych murach, zgniłych jak zombie Mówiła matula, że zgubi mnie duma Pochłonie mnie pycha i władzy pragnienie Minęła mnie kula, mam anioła stróża Choć ciągle coś czyha na moje istnienie Rzucone kamienie na szaniec ulicy A nocą więzienie tak cicha, że milczy Siedzę na lipie za kratą Jaram szluga, nie mogę zasnąć