Nigdy albo teraz, by pokazać swoją twarz Już nie mogę czekać, jak tajniaki goni czas I choć nie wiem dokąd zmierzam, czuję w plecy mocny wiatr Nigdy albo teraz Kupiłem bilet, palimy ziomek, ostatniego skręta Chodźmy na rynek, daj mi chwilę, chcę to zapamiętać Długo marzyłem o ucieszce z miejsca, gdzie słowa niczym noże Trafiają za blisko serca, gdzie marzenia jak kamień lądują obok topielca Głęboko Wiśle, niby spoko, ale w środku krzyczę Choć nawinę parę pożegnalnych wersów Płynę jak rzeka, a nigdy nie stoję w miejscu Nic gorszego niż ptak więziony w klatce Czułem to więziony do puchy w zimnej kajdance Ledwo mam na ruchy, bo właśnie rzuciłem pracę Ale zerwałem łańcuchy, zaufałem rymowanej gadce Mam cel i namierzam jak snajper zejść Z drogi dobrze wiem, co mi pisane w gwiazdach To kali gandzia mafia Nigdy albo teraz, by pokazać swoją twarz Już nie mogę czekać, jak tajniaki goni czas I choć nie wiem dokąd zmierzam, czuję w plecy mocny wiatr Nigdy albo teraz