W listopadowy wieczór Ta rzecz tu się dzieje Przyczepię z ziomalami i odcinamy pępek Pod pretekstem Nagrania kawaliny oddajemy zdrowie Dla nowonarodzonej Krystyny Nie mamy gili, palimy mocne Brakuje giry Już leci odsiecz Dawaj dzwonimy, bo nie ma nic na dziąśle Jak się bawimy to sąsiedzi mówią głośniej Cisze Nic nie słyszę, gadam z ziomkiem Halo, halo, świndę, mindę Wsiadaj w auto i melduj się Ziom, będziesz na trzecią W landarze przedciąg Już psiarnia się kręci Michu odpala te swoje wygrzewki Po falach szczęścia przychodzą gorzkie żale Pełne wzruszenia, ziomuś Ten porcelanowy talerz Przypałowy jak miś w zakopanem Znowu wracam do ciebie nad ranem Jak szminka na futrze atrament Bo do rana bujaliśmy Landarę Paliły w kiblu marihuanę Brudna kuweta, bo znów zapomniałem Jesteś słodka jak kończysz na amen Bo ja i tak tu z tobą zostanę Ej, mamy beat, kurwa zajebisty beat Tak się ściorałem, że nie napisałem nic Pamiętaj raperze, w studionie można pić Ale jak trzeba, to trzeba, my tu potrafimy żyć Nie zostało nam nic, co już jest smutny koniec Była dwunasta, już jasno za oknem Chłopaki, chwila jeszcze co? Coś wam opowiem Yyyy, co ja tu gadałem, ziomoś? O, halo, ziemia potrzebuje GPS-a A odległość do domu mierzona zaledwie w metrach Niedawno jeszcze mówiłem Kali nie przesać Nikt mnie nie wita w lodówce, nie ma kotleta Piąta rano, już się raczej nie wyśpię Pora na zemsta, piorunik, rado, bijcie Łamię język, gdy mówię, że za krysię Kto by chciał gadać z białym, najebanym misie? Przypałowy jak miś w zakopanem Znowu wracam do ciebie nad ranem Jak szminka na futrze atrament Bo do rana bujaliśmy Landarę Paliły w kiblu marihuanę Brudna kuweta, bo znów zapomniałem Jesteś słodka jak kończysz na amen Bo ja i tak tu z tobą zostanę