Joł, yh, joł Pozdro mój człowiek Fonciak Sprawdzaj tego gościa! Noc, klimat ciężki znów po mieście sunę w dźwiękach Jednego możesz być tu pewna; nie nie słucham Drake'a Chcesz być facetem, no to kurwa trzymaj fason Znam lepsze akcje, niż ten twój ostatni przypał z ganją Odpalam szluga, typ pyta czy mu ogień klepnę Chcesz ognia? No to kurwa odpal moją EP-kę Cztery wymiary, sześć zmysłów, nieśmiertelność; Mówi ktoś żebym uważał, odpowiadam: "Weź nie pierdol." Metr nad niebem mijam tu kolejne skrzyżowanie To już nawet nie jest lot, to szybowanie Chcę hajsu jak każdy tutaj, ale nie za każdą cenę Nie żałuję nigdy, jak mi koło nosa banknot przebiegł A się zdarzało, mogłem mieć to siano Wybierałem luz, wiesz, za to, rezygnacja w kurwę łatwo i Fart mnie nie opuszcza, może to anioł stróż Tak czy siak liczę na siebie , bo co jak zasnął już? Wyścig szczurów teraz lepiej typie użyj głowy Nie startuję w nim, bo jestem na to gówno zbyt wolny A wymykam się kategoriom, ocenom i krytykom Jak masz powiedzieć: "kozak nutka", lepiej ryj przymknąć I znowu piję, załoga się sama nakręca Jesteśmy gnojami, którzy mają brudne serca Fonciak zero-dwa-dwa; ja zero-dwana Jak jesteś z nami to do góry podnieś kielon mała C2H5OH robi miraż mi znów Łaki patrzą, a widzenia to jedyny ich punkt Najlepsza marka, ktoś znowu spuszcza towar w kiblu Nie oceniaj nas tak jakbyś kurwa kiedykolwiek był tu Czujesz ten numer? Fajnie I go nie zmieniaj, jak nas widzisz to wnikaj kurwa co mamy w kieszeniach Typy od baletu to teraz są kasjerzy, znawcy mody; torby, paski, rurki, skanowany kod kreskowy Gadałem z tymi co byli na szczycie Jechali prędko windą do nieba Nie mów, że cię nie zmienia takie [?] Szczerze to ciężki kawałek chleba Wyrywam [?] spontanicznie jakbym na Tourette'a cierpiał Naturę mamy już taką, że w sumie pasuję jak wszechświat Każda sylaba staje się cierpka I zbiera haracz, więc polewasz [?], dwie sety zaraz Kolejna leci, kobiety wokół nich się kręci [?] Niestety se nie wpada Więc se nie [?], z rana się zakręcę przy lodówce Albo usnę przesuwając kolację z wieczora na okolicę siódmej Albo jeszcze później Mordo, podrzuć mnie, nie robisz prawka, by tyrać na taksówce Nie ruszę się z wyra, więc do później Nie ruszę się dzisiaj, więc do później Spróbuj żyć jak my Wyjdzie ci bokiem to jak cesarka Wasz styl to większy przypał i wstyd niż jazda bez auto casco Żaden sarkazm, zrobiłem LP i lecę po swoje Platon jedynie oświetlił mi drogę, więc w błędzie jesteś jak czekasz na koniec Najpewniej tam będę, gdzie jeszcze nie stanął nikt I wezmę se jeszcze całą ekipę, bo co bym zrobił bez nich I serce mam na miejscu, logika tych stron to brak jej Bo jak chcesz tonąć to toń i nie zawracaj mi dyńki jak dawniej