Trochę dałem się omamić zyskom Byle się tym nie udławić, nie spoglądam w przyszłość Gram mi w aucie West Coast, przyło mi piękne palenie Zaciągam się głęboko, głęboko topu szyszką W taki dzień, co się przytrafia, że chcę opluć wszystko Wyjebać dwadzieścia siedem lat z życia, nazwisko, yo Jaki Gryffindor, suko ślisko Gdzie ten guzik, nie wiem, co mam wcisnąć Po angielsku byłoby, że "he is gone" Przez półtorej roku ruchów, głównie z domu Żyję w bańce, wierzę, że zostanę w niej, musiała nagle prysnąć Rozjebałem całe siano, bo jakoś tak wyszło Łatwo poszło, łatwo przyszło – to akurat jest nie prawda Na barkach dźwigam garba od rzeczy, które nie błyszczą Może znalazłbyś paragraf, może znalazłbyś coś Wolałem prostsze czasy, może nie tak jak boisko Ale nie chcę przypału kiedy to przysło no i skąd, yo Chłopaku, jeśli grasz nieczysto – trzymaj głowę nisko Blancik gruby pali się jak brokuł Ile mam lat, że mnie znowu rozbija rozstanie? Ile zarobiłem w zeszłym roku? Trochę pożyczyłem, trochę rozjebałem, mam złote rozdanie Żyje se po zmroku i jestem taki nocturne Piszę, nie wiem co powstanie Oglądałem "Lśnienie" no i był tam redrum Mój następny album nazywa się: "Zabijanie i kochanie", yo palenie i nawijanie Przyglądam jej się nadranem, przeglądam świeży atrament, opuszczasz mój apartament, yo Przyglądam jej się nadranem, przeglądam świeży atrament, opuszczasz mój apartament, yo Przyglądam jej się nadranem, przeglądam świeży atrament, opuszczasz mój apartament, yo Przyglądam jej się nadranem, przeglądam świeży atrament, opuszczasz mój apartament, yo Moja mała umie ollie, twoja umie wziąć i spierdolić Stolik się lepi od coli i koki, czarne od smoły jej loki Horror jest w głowie – jest wrogi jak bogin