Młody STG Mamo wrócę kiedyś, ale jeszcze nie Ciągle nie po drodze chociaż jeżdżę gdzieś Wciąż za moją załogę wiesz że wejdę w piec Odejdę od stołu, ale jeszcze jem Będę później w domu, tylko spełnię sen To moje miejsce, choć tam nie ma mnie Ale skąd jestem dobrze wiesz, że wiem Cały czas zobaczyłem trochę świata, ale to niewiele Na parafię zawsze wracam, nie że co niedziele Znowu siedzę na awp, ale to nie cs Na klatówie dalej pezet albo joey badass Poczekajcie ziomale tam na mnie Jeszcze zbijemy banię jak dawniej Będzie palił na dachu się pacan Bo w mieście status mam zaraz wracam I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd Ryanairem nalatane mam jak głupi Gdyby [?] to bym ich udupił Pakuję plecak i parkuję w Rębiechowie Prędzej będę na taryfie, niż na Bemowie Vis-à-vis Afryka, to nie trip alchemika RPA, Kostaryka za dotknięciem blika Świat teraz jest blisko jak nigdy Młodszy już nie będziesz, więc nie zamulaj pizdy Wrócę znów mimo, że kilku już tu nie ma Zawsze wracam bo, stąd mam najpiękniejsze wspomnienia Jeśli, tak jak mnie, ciągnie cię, by wrócić finalnie na swoje Zdaj dyplom, kończ projekt, czekają tu braciaki twoje I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd A moje gniazdo, w pizdu kilometrów stąd Wciąż znam szczęśliwy dom Ej stop, twarze w kolorze, choć to szary blokchain Nie ozdabiał tam nikogo Nikt nie jest w stanie zrobić krzywdy na nowo I jest to prawda i daje ci słowo Świat na barkach miała mama, ja ci targam cały nakład Ziomuś dokładaj I cały mój tabor, jak stoję z mą zgrają Wspinaczka w te życie w HD w chuj jak Banott Dziś nikt tam nie mieszka to wpadam na rejon Posiedzieć z Braciakiem przy stole z flaterą Na parafii ze mną malba Za chwilę święta, więc pęka znowu flacha I tak się ma to kręcić, między nami jedna faza A w ręku bagaż, dam znać jak będę wracać I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd I chociaż żyję w różnych częściach tego świata Zawsze koniec, końców będę do korzeni wracał Bo tam jest mój dom Nieważne jak daleko stąd