Każdy szatan ma dwie twarze i potrzebuje ognia 
Zobacz ćwiara to płonąca pochodnia 
Podpalasz skały i już kropla cieknie 
Wciągasz ten dym i od razu bledniesz 
Kiedy to przerwiesz od razu moja zachęta 
Niby brązowa skała, ale inteligentna 
Niejednego wyjebała już przekręta 
Zobacz chłopak pęka 
Bo najpierw dziabał żeby się pobawić 
Teraz dziabie po to żeby ślad zostawić 
Kawał folii nie pytaj, na czym 
Odpowiedzi się raczy 
Ale zaznaczy po cichu nie jest kotem 
Teraz na brązowe wydaje całą flotę 
I możesz mieć mnie a nie jego za idiotę 
Że uważam, że szatan robi dobrą robotę 
Bo wiem, że to boli kiedy patrzy się że 
Kolejny łepek łapie folię i razem z nią łamie się 
Ale wiem też, że ćwiara pomaga 
Komu? Nie palącym pokazując tego, co nie domaga 
Uwaga zostanie sam na życiowym szlaku 
Wciąż w trwającym obłędzie mijany na deptaku 
Jako powietrze istniejący bez setek chłopaków 
Kiedyś mający cos do powiedzenia 
A dzisiaj nikt z nich go nie usłyszy 
Choćby nie wiem jak krzyczał 
Przecież pytają się czy pali on powiedział, że nie 
I dalej w to brnie nie odmawiając diabelskiej sile 
Naiwnie kłamiąc, że nie pali już tyle a tyle 
A co dzień rozwijając nowe mile alufolii 
Zatracając się nie powoli tylko w zawrotnym tempie 
Ze smakiem zdechłej ryby w gębie niepewnie idąc 
Chwiejnym krokiem z prawdziwych szydząc 
Widząc, że ludzie z okien niby nic nie widzą a to błąd 
Biega za kroplą to urywaj się stąd 
Co za przyjemność wymiotuje kiedy czuje ten swąd 
Swój błąd chcesz naprawić cofnąć ten krok nie da rady 
Już za późno dla ciebie to szok to trudno 
Takie jest życie to nie jest przesada 
Mówisz biały chuj prawda brązowy śnieg pada 
Więc kryj się, bo kogo zasypie ten odpada 

To dla mnie kurwa abstrakcja 
Dlaczego dla ciebie jedynie ćwiara to atrakcja 
To zła transakcja 
Płacisz zdrowiem za przyjemność 
Nic nie możesz zyskać 
Najwyżej bezsenność 
Stracisz osobowość cenną 
Właśnie taka jest kolejności coraz bardziej się wciągasz 
Z niedowierzaniem później w lustro spoglądasz 
Zobacz jak ty wyglądasz 
Przegrywasz wniosków nie wyciągasz 
Wyrywaj to alternatywa 
Kropla pływa po folii 
A chłopaków to boli 
Musisz sam chcieć się wyrwać spod jej władzy i kontroli 
Wybierz tę dobra stronę cały czas ostrożnie idź 
Szare bloki pogrążone przez aluminiowy kicz 
Będziesz jarał to twój koniec z tym się licz 
Licz się z tym 
Ja na twoim miejscu nie chciałbym być w cugu 
Nie mieć koleżków tylko masę długów 
Chcesz przestać to próbuj hera przeciw tobie zmowa 
Widzisz, co robi folia aluminiowa 
Nie każda osoba z tego wychodzi na pewno 
Nie widzi ile to trwa a lata biegną 
Twarze bledną człowiek cień 
Nie chcesz tracić życia to się zmień 

Nie mogę patrzeć jak Hera 
Coraz więcej ludzi mi zabiera 
Widzę jak brązowa era zawładnęła tym światem 
Tego gówna nie dotykają tylko głowy kumate 
A ci, co dotknęli raz srebra spisani są na stratę 
Brąz robi z ciebie szmatę i charakter wyniszcza 
Pożera twoją osobowość aż zostają tylko zgliszcza 
Lepiej zapalić blanta bo w każdej kropli bestia drzemię 
Zrobisz z siebie niewolnika wdychając diabelskie nasienie 
To nie tylko pouczenie historia z życia wyjęta 
Być może sam słyszałeś, co blacha zrobiła z nie jednego klienta 
Patrzysz na pacjenta i co widzisz żywego trupa 
To człowiek bez przyszłości za ćwiarę obciągnąłby druta 
Czy jeszcze ci nie mało czy nie zrzędła ci mina 
Zapamiętaj heroina to zagłada jak Hiroszima 
Pochłania tyle ofiar, że aż przechodzą mnie dreszcze 
Boże chroń mnie i ziomków przed śmiercią i brązowym deszczem 
Który leje nad miastami i szare bloki zalewa 
Po tym ludzie padają szybko i łatwo jak drzewa 
Nigdy nie zechce spróbowania, bo mam instynkt przetrwania 
Widzę jak zaszczepionym kropla oczy zasłania 
Potrzeba szprycowania zasłania wszystkie twoje myśli 
Wielu w to weszło zauważ, że już z tego nie wyszli 
Opada aluminiowa krata a za nią ty stoisz 
To więzienie tego świata powiedz, dlaczego to wolisz 
Potem szlochasz na ramieniu, gdy ziomek pyta cię jak leci 
Pozostajesz w odosobnieniu zaplatany w srebrne sieci 

Każdy szatan ma dwie twarze i potrzebuje ognia 
Zobacz ćwiara to płonąca pochodnia 
Podpalasz skały i już kropla cieknie 
Wciągasz ten dym i od razu bledniesz 
Kiedy to przerwiesz od razu moja zachęta 
Niby brązowa skała, ale inteligentna 
Niejednego wyjebała już przekręta 
Zobacz chłopak pęka 
Bo najpierw dziabał żeby się pobawić 
Teraz dziabie po to żeby ślad zostawić 
Kawał folii nie pytaj, na czym 
Odpowiedzi się raczy 
Ale zaznaczy po cichu nie jest kotem 
Teraz na brązowe wydaje całą flotę 
I możesz mieć mnie a nie jego za idiotę 
Że uważam, że szatan robi dobrą robotę 
Bo wiem, że to boli kiedy patrzy się że 
Kolejny łepek łapie folię i razem z nią łamie się 
Ale wiem też, że ćwiara pomaga 
Komu? Nie palącym pokazując tego, co nie domaga 
Uwaga zostanie sam na życiowym szlaku 
Wciąż w trwającym obłędzie mijany na deptaku 
Jako powietrze istniejący bez setek chłopaków 
Kiedyś mający cos do powiedzenia 
A dzisiaj nikt z nich go nie usłyszy 
Choćby nie wiem jak krzyczał 
Przecież pytają się czy pali on powiedział, że nie 
I dalej w to brnie nie odmawiając diabelskiej sile 
Naiwnie kłamiąc, że nie pali już tyle a tyle 
A co dzień rozwijając nowe mile alufolii 
Zatracając się nie powoli tylko w zawrotnym tempie 
Ze smakiem zdechłej ryby w gębie niepewnie idąc 
Chwiejnym krokiem z prawdziwych szydząc 
Widząc, że ludzie z okien niby nic nie widzą a to błąd 
Biega za kroplą to urywaj się stąd 
Co za przyjemność wymiotuje kiedy czuje ten swąd 
Swój błąd chcesz naprawić cofnąć ten krok nie da rady 
Już za późno dla ciebie to szok to trudno 
Takie jest życie to nie jest przesada 
Mówisz biały chuj prawda brązowy śnieg pada 
Więc kryj się, bo kogo zasypie ten odpada 

To dla mnie kurwa abstrakcja 
Dlaczego dla ciebie jedynie ćwiara to atrakcja 
To zła transakcja 
Płacisz zdrowiem za przyjemność 
Nic nie możesz zyskać 
Najwyżej bezsenność 
Stracisz osobowość cenną 
Właśnie taka jest kolejności coraz bardziej się wciągasz 
Z niedowierzaniem później w lustro spoglądasz 
Zobacz jak ty wyglądasz 
Przegrywasz wniosków nie wyciągasz 
Wyrywaj to alternatywa 
Kropla pływa po folii 
A chłopaków to boli 
Musisz sam chcieć się wyrwać spod jej władzy i kontroli 
Wybierz tę dobra stronę cały czas ostrożnie idź 
Szare bloki pogrążone przez aluminiowy kicz 
Będziesz jarał to twój koniec z tym się licz 
Licz się z tym 
Ja na twoim miejscu nie chciałbym być w cugu 
Nie mieć koleżków tylko masę długów 
Chcesz przestać to próbuj hera przeciw tobie zmowa 
Widzisz, co robi folia aluminiowa 
Nie każda osoba z tego wychodzi na pewno 
Nie widzi ile to trwa a lata biegną 
Twarze bledną człowiek cień 
Nie chcesz tracić życia to się zmień 

Nie mogę patrzeć jak Hera 
Coraz więcej ludzi mi zabiera 
Widzę jak brązowa era zawładnęła tym światem 
Tego gówna nie dotykają tylko głowy kumate 
A ci, co dotknęli raz srebra spisani są na stratę 
Brąz robi z ciebie szmatę i charakter wyniszcza 
Pożera twoją osobowość aż zostają tylko zgliszcza 
Lepiej zapalić blanta bo w każdej kropli bestia drzemię 
Zrobisz z siebie niewolnika wdychając diabelskie nasienie 
To nie tylko pouczenie historia z życia wyjęta 
Być może sam słyszałeś, co blacha zrobiła z nie jednego klienta 
Patrzysz na pacjenta i co widzisz żywego trupa 
To człowiek bez przyszłości za ćwiarę obciągnąłby druta 
Czy jeszcze ci nie mało czy nie zrzędła ci mina 
Zapamiętaj heroina to zagłada jak Hiroszima 
Pochłania tyle ofiar, że aż przechodzą mnie dreszcze 
Boże chroń mnie i ziomków przed śmiercią i brązowym deszczem 
Który leje nad miastami i szare bloki zalewa 
Po tym ludzie padają szybko i łatwo jak drzewa 
Nigdy nie zechce spróbowania, bo mam instynkt przetrwania 
Widzę jak zaszczepionym kropla oczy zasłania 
Potrzeba szprycowania zasłania wszystkie twoje myśli 
Wielu w to weszło zauważ, że już z tego nie wyszli 
Opada aluminiowa krata a za nią ty stoisz 
To więzienie tego świata powiedz, dlaczego to wolisz 
Potem szlochasz na ramieniu, gdy ziomek pyta cię jak leci 
Pozostajesz w odosobnieniu zaplatany w srebrne sieci