Wszędzie śpiewające trupy wszędzie szklana pogoda Ja też odejdę, chociaż wzrosłem z tym jak drzewa i kora Masz oczy jak ślepe uliczki więc widziałem w nich kraksę To miał być tylko mikrozachwyt, ale chwycił za krtań mnie Chciałbym uciec, ale nikt nie goni szkoda co nie? Już wiem naprawdę są pytania gdzie nieważne odp Dawno mógłbym mieć rodzinę wspólnej chaty chciały byłe Ale nigdy nie umiałem kogoś dłużej niż na chwilę Można dostać dawkę zła, że na diabła mówisz tylko Miałem przerwę w życiorysie jak Tetmajer Kazek pykło Mózg jak karabin, mógłbym zabić kogoś, zgładzić myślą Ciągle w pogoni za tą straszną ostateczną chwilą Kiedyś naprawdę kupię nóż tak jak Happysad Nigdy nie byłem pewien co na serio w tobie jest W mieście tępych narzędzi skaleczony gubię krew W dzielnicy wysuszonych istnień znowu ronię łzę Kiedyś naprawdę kupię nóż tak jak Happysad Nigdy nie byłem pewien co na serio w tobie jest W mieście tępych narzędzi skaleczony gubię krew W dzielnicy wysuszonych istnień znowu ronię łzę Sumienie mam czyste używane wcale Spowiadam się w liście i tak po tym spale go Spale twój każdy most Anioł upadły więc dawaj życzenie Na razie mnie widzisz, a potem już nie wiem Kawał dystansu przebiegłam do siebie Potknęłam się w końcu o ciebie Potknęłam się w końcu o ciebie Kiedyś naprawdę kupię nóż tak jak Happysad Nigdy nie byłem pewien co na serio w tobie jest W mieście tępych narzędzi skaleczony gubię krew W dzielnicy wysuszonych istnień znowu ronię łzę Kiedyś naprawdę kupię nóż tak jak Happysad Nigdy nie byłem pewien co na serio w tobie jest W mieście tępych narzędzi skaleczony gubię krew W dzielnicy wysuszonych istnień znowu ronię łzę