robię sobie z nimi selfie - flesz! 
po błysku totalna zgoda co do komendy - leż! 
mam inklinację do abstrakcji i ekspresji też 
na białej ścianie zostawiam czerwone kleksy - splash! 
mają gorące głowy, head's hot 
na zimno usuwam z nich g, to łowy - headshot! 
nie przejmuj się, że ciągle znika na mnie hype 
brat bo znika każdy kogo oznacza mój snipechat 
palcem na cynglu kiwam - chodź ty, chodź tu! 
by poruszyć manekina trzeba mocnych bodźców
dlatego w moich rękach klasyk canon jak 44 
martwa natura spoczywa w ciepłej purpurze draperii 
mam dobry dystans do gry i soczewkę w moim sprzęcie 
z kilometra z łodygi makówkę zdejmę, robić zdjęcie? 
szkoda, nigdy nie zobaczą sobie w lustrze 
jak elegancko wszyscy wyglądają w mojej muszce 
patrzę na nich z przymrużonym okiem 
ołowiany deszcz wpada skosem z uchylonych okien 
nie uchybiam nikomu, wcale z góry nie patrzę 
to oni patrzą z dołu, gdy zatrzymuję ich w kadrze
pękają jak zapałki na festynach 
nie widząc nawet czyja czyja ręka kładzie ich na dywan 
błyskam jak fotograf z odległego okna 
gram z jasnego nieba rap do upadłego końca 

chociaż nie chcę, mam ten zmysł, widzę martwych emce
wielu emce liczy zysk - liczę martwych emce 
chcę otworzyć głowy im na mój artyzm wreszcie 
nie chcą piękna, więc wypuszczam znowu z klatki bestię 

robi miękki klik, pełen klatek magazynek
wyostrzam słuch, biorę oddech, żeby złapać chwilę 
długopis ustawiam powoli na linii strzału 
jak wystrzelam film to nowy nawinę, lecz nie od razu 
muzyka rykoszetów echem gra a balistyka 
wyjaśnia kompozycję ciała na płótnie chodnika 
widzisz ten ornament znowu - białą linią obrys 
co tak zesztywniałeś ziomuś? halo?... rigor mortis 
wszystko ze smakiem, nie na szybko, nie jak paparazzi 
nie chodzi tu o tępe fakty, lecz o czar wariacji 
przeszedłem z przyjemnością dla estetów edukację 
cenię mocno jakość piruetu moment przed upadkiem
głowa pęka jak dojrzała figa 
po ścianach spływa intelektualna mamałyga 
otwieram ogień wielu z was ma na językach
komu i czemu to robię? tajemnica celownika 
bang!