Pierwsza w nocy, leżę na kanapie, w końcu mam chill Nie wstaję, chociaż chce mi się palić Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Bez win jakby zabłądził sommelier Druga w nocy, leżę na kanapie, w końcu mam chill Nie wstaję, chociaż chce mi się palić Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Noc bez win jakby zabłądził gdzieś sommelier Kiedy włączam party jak rozdania szachowe Dziś mam plan co wszystkie plany poodkłada na potem Społeczeństwo podzielone niczym klasa na matmie Kiedy o przełożenie sprawdzianu pytanie padnie Wszystko to odkładam na bok, jak telefon przed spaniem Nie wiem co się stanie za rok Najbardziej zawsze lubiłem czekanie Miałem cierpliwości - o ironio, znowu tak wcześnie Jak Antonio rzucany w chłodnicę driftuje na ręcznym Nie chcę mi się nic, lazy midnight Preferuję chill, zasnę w myślach Nie chcę mi się nic, lazy midnight Preferuję chill Nie chcę mi się nic, lazy midnight Preferuję chill, zasnę w myślach Nie chcę mi się nic, lazy midnight Trzecia w nocy, leżę na kanapie, w końcu mam chill Nie wstaję, chociaż chce mi się palić Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Bez win jakby zabłądził sommelier Czwarta w nocy, leżę na kanapie, w końcu mam chill Nie wstaję, chociaż chce mi się palić Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Noc bez win jakby zabłądził gdzieś sommelier Jak byłem mały, o tej porze miałem głowę w poduszce I nie znałem tych powrotów o szóstej, bo nie chciałem ich znać Bałem wtedy się potworów za łóżkiem Teraz strach ten przybrał postawy ludzkie, wstyd że żyję wśród was Znów te dziwne postawy Antysocial i to dobrze wiem Złe nawyki, złe stany I wspomnienia, co tak urywają się Wokół mnie złe wybory Przez to wiecznie spóźniony, nawet na swą śmierć Te bezsenne wieczory I przespane południa, by przestawić się Przez to czuję się jak łajza I wybieram wciąż te opcje nie najlepsze Miałem życie to ogarniać A przesuwam znów o rok tą magisterkę Piąta rano, leżę na kanapie, w końcu mam chill Nie wstaję, chociaż chce mi się palić Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Bez win jakby zabłądził sommelier Szósta rano, leżę na kanapie, chce mi się pić Sięgam dziś po ostatni wody łyk Martwy z natury, nim uschnę młoda podlej mnie Noc bez win jakby zabłądził gdzieś sommelier