Latam ulicami mając swoją jazdę, nocami to dla mnie raj jest Nawet jak ląduję na dnie, ty widzisz jedynie te wschodzące gwiazdę Robię - nie proszę o więcej, be vis to jebany self-made Rodzina chce moje szczęście, lecz będę je miał kiedy im je zapewnię Plan mam, zapisana lista celów, moje plony zawsze piękne tak jak Wenus Inni tylko stoją w miejscu tak jak Wenus lub kończą życie kratami jak wersy 3 lata temu (co?) Wystarczy wejść w moja skórę i spojrzeć jakie me okno daje widok Nie chciałbyś zostać na dłużej i słusznie wiesz, że mej dzielnicy nie szył Valentino I to normalne, jak że na domówce zobaczysz mnie z blantem Opieram się barkiem, nie stoję za barkiem, rzadko tykam wódę, bo wjeżdża na banie mi i to jest marne Wracam na chatę se znowu nad rankiem A Gizewiusza wygląda jak Harlem, choć na dworze ciemno to wszystko jest jasne Nie widzisz potencjału to załóż okulary, nie mieszczę się w ramkach Nie chce już liczyć czasu, tylko hajsu, a życie to będzie sielanka Nie jara wszystko na pół, ja chcę zawsze całość, więc lejcie mi Jacka Błyszczę bez flesza, no cóż, a teraz paniusiu rób zdjęcie i narka Harlem Kiedy wracam po nocy to widzę Harlem Czarne myśli i suki chcę widzieć Harlem Czas na wielkie rzeczy asap tak jak Harlem Stawiam na jedną kartę, sam nie liczę na szansę Kiedy wracam po nocy to widzę Harlem Czarne myśli i suki chcę widzieć Harlem Czas na wielkie rzeczy asap tak jak Harlem Życie to liczby sam wiesz, nie powtórzę jak mantrę Ale przydał by się replay Replay Replay Replay Replay Replay Replay Replay Kolejne życie? Ziomo, pewnie, zaczynamy lekcje, replay to mój sensei Szkoda, że to sen jest, szkoda, że to pewne, no bo w naszym życiu niestety nic nie jest wieczne Dlatego chcę zrobić coś więcej, niż po studiach zarabiać marne dwa-dwieście I nie będę mówił gdzie jesteś moje miejsce, chcę bujać tym klubem w twym jebanym mieście Bujać każde osiedle, działać wciąż na własną rękę Zgarnąć co moje tak niespodziewanie, być przebiegłym lisem jak w Premier League Leicester I chociaż ze mnie jest leser, to zapełnię kieszeń, tym jebanym cashem Gram z numerem jeden i w sumie się cieszę, w przyszłości odwiedzę ten Paryż jak Jese I to jeszcze nie finito, nie wyobraża się typom 30 koła mieszkańców w mym mieście, a nawija twój przyszły idol Spoglądam jak Jezus z Rio, jak nocami kruszy się bilon Fortuna złudna jak szmata, jednak towarzyszy mi w drodze po milion Razem z familią patrzę na nas, a nie w trudny czas Bez względu na sytuację każdy tu dumnie stał Nie wierz raperom, skoro większość jakieś bujdy gra Nie ufam ludziom z reguły, bo w ogień pójdzie brat Razem z familią patrzę na nas, a nie w trudny czas Bez względu na sytuację każdy tu dumnie stał Nie wierz raperom, skoro większość jakieś bujdy gra Nie ufam ludziom z reguły, bo w ogień pójdzie brat Harlem Kiedy wracam po nocy to widzę Harlem Czarne myśli i suki chcę widzieć Harlem Czas na wielkie rzeczy asap tak jak Harlem Stawiam na jedną kartę, sam nie liczę na szansę Kiedy wracam po nocy to widzę Harlem Czarne myśli i suki chcę widzieć Harlem Czas na wielkie rzeczy asap tak jak Harlem Życie to liczby sam wiesz, nie powtórzę jak mantrę