Najpierw odprawię bagaż, potem rozłożę skrzydła do lotu Ciąży to, czego ode mnie wymaga, dorosłość, na którą nie czuję się gotów (nie czuję się gotów) Nasze życie to podróż, chciałem mieć dom a w nim czysty obrus Łatwiej niż to zbudować jest to wszystko popsuć Wytłumacz mi proszę jak małemu chłopcu (jak małemu chłopcu) Mama mówiła, że nie będzie tak źle i że jak urosnę to stanę się wielki Ale jak zobaczyłem, z czym to się je, to chyba nabawiłem się od tego alergii Boziu proszę ja nie chcę być duży to jedyna rzecz, jakiej jestem pewien Nie każdy dostaje, na co zasłużył, a poza tym dorosłych świat jest pełen Jedynych wartości w banknotach, i wódy co im wchodzi jak woda Patrzy Iskariota, miłości w Marriottach, pozerów w nie swoich gablotach Talerzy rozbitych jak w Roswell, przyciągania wszystkiego, co złe Ciągłych zabaw cudzym kosztem i wypadania zębów z dziąseł Jedynych wartości w banknotach, i wódy co im wchodzi jak woda Patrzy Iskariota, miłości w Marriottach, pozerów w nie swoich gablotach Talerzy rozbitych jak w Roswell, przyciągania wszystkiego, co złe Ciągłych zabaw cudzym kosztem, dlatego żałuję, że urosłem Nie dorastaj to wielka pułapka, szkoła, praca i nudne zajęcia Ja dalej mam w sobie tego dwulatka, co wierzy w ludzi i wierzy w zaklęcia Dorośli chcą więcej i więcej, mają stałą pracę i zmienne nastroje Czytam w nich jak w otwartej księdze, dopiero potem biorę na stronę Mama mówiła, że nie będzie tak źle i że jak urosnę to stanę się wielki Ale jak zobaczyłem, z czym to się je, to chyba nabawiłem się od tego alergii Boziu proszę ja nie chcę być duży to jedyna rzecz, jakiej jestem pewien Nie każdy dostaje, na co zasłużył, a poza tym dorosłych świat jest pełen Jedynych wartości w banknotach, i wódy co im wchodzi jak woda Patrzy Iskariota, miłości w Marriottach, pozerów w nie swoich gablotach Talerzy rozbitych jak w Roswell, przyciągania wszystkiego, co złe Ciągłych zabaw cudzym kosztem i wypadania zębów z dziąseł Jedynych wartości w banknotach, i wódy co im wchodzi jak woda Patrzy Iskariota, miłości w Marriottach, pozerów w nie swoich gablotach Talerzy rozbitych jak w Roswell, przyciągania wszystkiego, co złe Ciągłych zabaw cudzym kosztem, dlatego żałuję, że urosłem