Moje miasto jak bestia Moi ludzie jak wilki Czego chcesz patrząc na trzewia Co chcesz usłyszeć - usłyszysz Sypią się tynki Złe nawyki to tylko przez... W bramach się sypią jedynki Pik, pik, w bramach się sypią dziewczynki Drugie życie po śmierci Druga w nocy, a myślę o pierwszym Bar, kumpel idzie coś kreślić Niby że to coś polepszy Nas nie żałuj, nie warto Ona chce dziś pomału, nie bardzo Mówię coś byle nie zasnąć Lecą te wilki przez miasto! Lepiej nam nie stać na drodze Moje wilki są głodne Nie dam rady, nic więcej nie zrobię Jak któryś zerwie obrożę Szklana sypana jest, AF! Biała samara szamana z siana przy gramach(?) jest Klama zapada jak zaraz zmierzch Szatan wydzwania jak cała krata szampana Leje się lawa i zaraz leje się krew Leje się pot i ścieka farba po ścianach Zapach rozbraja, wilk lata na węch Śnieg pada na sierść, ślina pada na ranach (Dawaj!) Krecha i wóda iskrzą jak metal o metal Uśmiech na dziabanych kurwach to jakby pękła rozeta Zegar się spóźnia, zapadam w letarg A czas się mizdrzy jak jucha z zadrapań przy mankietach Szklana sypana jest, AF, skurwysyny! I jak mówię AF, napierdalana jest na raz Chuje do szczania nie mogą znieść Że tu sztamę jak szklanę ludzie trzymają dla nas (Dawaj!) Lepiej nam nie stać na drodze Moje wilki są głodne Nie dam rady, nic więcej nie zrobię Jak któryś zerwie obrożę! Lepiej nam nie stać na drodze Moje wilki są głodne Nie dam rady, nic więcej nie zrobię Jak któryś zerwie obrożę!