Staliśmy w kilku na winklu, gdzie wstyd tu żyć tu nauczył A Edek z Jaśkiem łapali na lewych typów, jak muchy Na ośkę wpadło kilku byków, co ma w bicku arbuzy Jasiek nową kurtkę, Edek nowe przytulał buty Miałem być offline, ale trzeba oblać, no bo ktoś tam kupił Opla A Michałek znowu nabrał jakiejś wódki w Deutschach Gadkę mam, jak prostak i białe grudki w nozdrzach A taki ułożony chłopak, dobry druh i sąsiad Huczała cała ośka na mnie w ten czas, jak wyglądam Huczała Twoja siostra, nagle klęka, ja wyciągam A moje wersy w oknach, to był kurwa taki orgazm Że Ci się bujał każdy organ, jak torba Jak można, to jeszcze kilka wersów maznę Staliśmy w pięciu w klatce, miałem na ręku kastet Ale na chuj ten kastet? Nie wiem, dziwny dzieciak ze mnie strasznie Miałem być offline, jestem w trakcie Przez jakiś czas się chciałem odciąć, bo mnie to nie bawi Ale, jeśli nie Rap, to wóda, dragi, kurwa gołe baby I jakieś lęki z dupy i się czuję trochę nagi I chuja prawda, że Cię wzmacnia, co nie może zabić, Ty Jak już musisz strzelaj celnie, prosto w serce strzelaj Albo się zabezpiecz Bo, jak się wkurwię , to się czasem zmieniam w bestię A, jak nie jebnę, to się trzęsę Weź coś na szczęście Na brodzie kule masz, a chcesz celować we mnie Na co dzień chuj mnie Rap, choć tęsknie Miałem być offline, byłem w błędzie