Płonie mi pole, które miałem do popisu Podobno, kurwa, znowu mi nie poszło w życiu Ile na ten temat wypisałem długopisów Się nie doliczysz, więc nie fisiuj Od odwyku do odwyku odkąd w kilku Wyjaraliśmy pierwszą sztukę, poszło w pizdu Kilku chciałoby wystrzelać mnie po pysku Wolne terminy miałem w styczniu i nie przyszedł nikt tu Szczeka pies, szczeka suka, szczeka szczeniak Poza tym, że cię jebać, to nic się nie zmienia Będziesz zbierać kły choć ja tam się nie gniewam Pozdrowienia, lepiej nie do zobaczenia Psy szczekają karawana jedzie Będę z tobą aż mnie nie zawiedziesz A jak zawiedziesz to przerobię cię na przecier Farmazony, kurwy, śmiecie Hype odchodzi i wraca, a waga się wa-waha się Za mordy z [?] Sprawdza konkurencję zza złotych gucci shades Wygląda w nich zupełnie jak młody Louis C.K Jak tam excel z fanbejsem, jest gites? Podstawiasz ex pod pierwsze miejsce w elicie? Roszada serc i sad faces pod klipem Waga się wa-waha się jak wiara w autorytet Takie loty męczą po czasie Masz w kutasie czy pasie się twój rap czy dogorywa Znów parę złotych tu pękło na zasięg I twój rap stracił orientację w tym jak się nazywał Mają wydatki a nie widać końca roku Ten zarobiony i stratny, i obaj z bloku Z tej samej strony klatki i mieszkania, a obaj to ty A waga się wa-waha się i nie kłania się nikt