Musisz uważać co myślisz W ogóle to najlepiej przestać Nie marzyć bo jeszcze się ziści A wtedy się spierdolisz z krzesła Nie lubią jak idzie zbyt łatwo Zbyt szybko to też nie za bardzo A jeśli za dobrze to znajdzie się gamoń Co będzie pierdolił, że znowu to samo I jebać, jebać ich życia żałosne Na takich mam młotek bagaże I jadę przez miasto i czasem zabłądzę Kto zbłądził się jeszcze okaże Na papie masz puder pod nosem, masz puder A mi chcesz pierdolić jak żyć mam Pierwszy zaśpiewasz "ratunku policja" I pierwszy się, kurwa mać, przyznasz Musisz uważać jak zerkasz Bo w oczach wyczytam jak z książki Po oczach już widzę pozerka Łamiecie się w pół jak faworki Nikt nie będzie przed tobą klękał I chuj wbijam w to jaki sprzęt masz Bo sprzętu masz więcej niż kurwa talentu A rozumu mniej niż ja w rękach Musisz uważać jak mówisz co czujesz Ludzi obraża ich wizerunek Lubią dostawać kruchą komunię I łamać ją w palcach, może pofrunie Lubią benzynę i ogień razem Dopóty dopóki stoją najdalej Nie lubią buntu u ciebie ale Lubią jej nuty z rymem o chwale Lubią powagę na wiecach Lubią czuć władzę na plecach Lubią okazje i każdą obejrzą Jak metal z jakiego masz kajdan Szepczą o tym jak odejdą Mówią jedno w oczy, więcej nie chcą Jeśli fala sprzyja hejtom Wyjmą zęby z wody jak Posejdon Leje sie lawa z ich pikaw Potem skała zastyga Żeby skruszała i znów obrodziła Potrzebny jest dramat z czyjegoś życia I to się nazywa decyzje I ktoś se wszywa je w biznes I patrzysz w monitor jak portal z ekipą Wpierdala się komuś przez wizjer I to, że ciebie tam nie ma a patrzysz Znaczy tyle, że tam stoisz gamoniu Bo gdybyś z boku tego doświadczył I tak nie zrobiłbyś kroku by pomóc