Na koncertach bywa garstka Ale i tak jaram się jak sztuka, którą mi załatwiasz I nawet jeśli moje wersy słychać z radia To nie powiesz, że to przypał, jak o innych wynalazkach Kocham, kurwo, rap tak jak Laik i Pete I każdym swoim wersem wykrzykuję ,,zamknij ryj!" Chociaż czasem mam ochotę wstać i wyjść To jak kiedy znowu schleję się i wrócę za trzy dni Ale wrócę zawsze pod te same drzwi i ten sam kwadrat Czasem nie jest spoko ale jakoś wszystko się załatwia obok Znowu chujnia na głośnikach, jebać was jak ten wasz rap Który wciskacie szczylom mówiąc, że ma banglać Postawiłem całe życie, żeby pisać wersy Minęły czasy, że się srałem, żeby być na pierwszym Wystarczy garstka was, wystarczy mi że kumasz linie I dasz mi pewność, że jak wyjdę staniesz kurwa przy mnie Podnieś pięść, chwyć butelki z benzyną i chodź na akcje Pluj tym kurwom prosto w pysk, kiedy tylko ktoś napadnie Nie uciszysz tego, stoją sztywno ramie w ramie I teraz zobacz kto ma przejebane To już zaszło za daleko, nie ma opcji cofać Popatrz tylko na tych gości w blokach Kiedy podpalisz lont to wyjebie dzielnie w pizdu I cały wkurw wypłynie na wierzch, więc nie pyskuj ! Jestem stąd, chociaż rzadziej widzisz mnie na klatkach To, kurwa, czuję całym sobą jak się syf nawarstwia I stanę obok Ciebie jeśli dasz mi cynk By, kurwa, każdym swoim wersem krzyczeć ,,zamknij pysk!" Bo te wersy są jak tlen Dla tych wszystkich pojebańców, którzy dzisiaj są na dnie Obraź mnie to jakbyś splunął im w twarz A uwierz, mają już serdecznie dosyć chujowych faz Mają dość słuchania jak im podruchujesz panny Wyjebane ile hajsu zajebałeś matce Na co wydałeś kwit, ile sztuk wziąłeś na kredyt Bo dla nich każdy dzień jest walką, którą trzeba przeżyć Podnieś pięść, chwyć butelki z benzyną i chodź na akcje Pluj tym kurwom prosto w pysk, kiedy tylko ktoś napadnie Nie uciszysz tego, stoją sztywno ramie w ramie I teraz zobacz kto ma przejebane