Nie mam zamiaru udowadniać (nie mam zamiaru) Wiem, kogo chcę zadowolić Jaki mam rank w ich oczach, to już od dawna mnie pierdoli (oj, jak bardzo) Wrogów nie dojebie karma — chciałbym go sam szybciej zrobić (oj, jak bardzo) Nie muszę rodziny kłamać, jak mój stary hazardzista Jak chłopaki, co utknęli na osiedlu, goniąc przysmak Jak brata, co go dojebało życie, nie ma wyjścia (dojebało) Jak ona, co nie akceptuje ciebie — niezbyt bystra Jak raperzy, co tu grają nie od dzisiaj na pół gwizdka Szczęście bardziej klepie, kiedy dzielę je (bez uwagi) Nie ma takich czasów, w których byśmy nie przetrwali (go) Choć wszystko, co robimy, to lot od fali do fali Wiemy, jak utonąć w tym — chwila nieuwagi Wychowała mnie ulica, nie wiem, gdzie był mój stary (jebać) Ciężar dorastania musiałem sam brać na bary Ciągle chcieli mnie uciszać, dlatego dalej w to gramy Braki, dragi w mojej głowie — szacunek dla mojej mamy Lepiej, jakby go nie było wcale, niż jak jest, a go nie ma Ślady na mnie — nie próbuj wyciągnąć mnie na melanż Wyjebałem się nie raz, zaczynałem od zera (zera) Typ dalej w miejscu, tak jak pierdolona bela (hmm) Ona nie jest lepsza — mów jej "od chuja weteran" Może nie była w tym pierwsza, szybki cash — ciężko przestać Chociaż dają jej, co chce — przez fiuta do samego serca Jej ojciec był przez chwilę, ale spierdolił do Niemca On też był po przejściach — ja zostałem sam z braćmi No to sypała się kreska — tak jest Wychowała mnie ulica, nie wiem, gdzie był mój stary (gdzie był mój stary) Ciężar dorastania musiałem sam brać na bary (brr) Ciągle chcieli mnie uciszać, dlatego dalej w to gramy Braki, dragi w mojej głowie — szacunek dla mojej mamy Wychowała mnie ulica, nie wiem, gdzie był mój stary (gdzie był mój stary) Ciężar dorastania musiałem sam brać na bary (brr) Ciągle chcieli mnie uciszać, dlatego dalej w to gramy Braki, dragi w mojej głowie — szacunek dla mojej mamy