Pojebane, ile mogę dać szczęścia małolatom Pojebane, ile zniszczyłem osób — jebać ćpuńskie teksty Pojebane, gonić prawdę, muszę oprzeć się zasadom Poje-pojebane, ile mogę wnieść — jestem tym stylem pierwszy (Pierwszy w Polsce) Moje numery po pół roku stają się hitem, młody, czekaj (Platynowe są) Na swoją kolej, bo ona nadejdzie, jak będziesz to robił codziennie (Dziś też) To lata lotu i gniewu były — dobrze pamiętam początek (Początek) Pracowałem na to porobiony, celem było zamknąć im mordę Nazywa-nazywali nas kłamcy, nazywali nas śmiecie Nazywali nas (Woah), mówili: "nigdzie nie zajdziecie" Ci sami leżą na melinie, rozlani gdzieś po tablecie Nic mi teraz nie powiedzą — dzielą kilometry przecież Nie zabiorą nam już nic, i moim wilkom (Wilkom) Cały mój skład zaopatrzony w przyszłość (Przyszłość) Gonię siano i pozycję — oni wyskok szczęścia Mam to od ręki, tak samo jak do zarobienia w chuj pengi (Pengi) Nie pytaj nawet, jak minął mi dzień, za dużo myśli i za dużo "M" Nie słucham typa — stoi tam, gdzie jest cień Mówi coś? (Tak, tak) To ja wiem (Tak, tak) Mówi coś do mnie, udaję, że go słucham Nie gram na słowa w ciemno, jak ta suka Stackuję kasę se w innych walutach, i dobrze pamiętam początek (Dobrze) Byłem jedynym, co wierzył w to gówno — nie raz robili mi pogrzeb Powoli jedynie w głowie mam te wersy i melodie Chciałem na chwilę odlecieć — zrobiłem to bezpowrotnie Żyję tak, by wróg wiedział, że trafiła kosa w kamień (Kamień) Nazywam się Olek, nazywali mnie dziwakiem Słucham głosu z wewnątrz siebie, a nie typa, co na ławce dalej Chcieli zabrać mi muzykę, się w niej w chuj zakochałem Nazywa-nazywali nas kłamcy, nazywali nas śmiecie Nazywali nas (Woah), mówili: "nigdzie nie zajdziecie" Ci sami leżą na melinie, rozlani gdzieś po tablecie Nic mi teraz nie powiedzą — dzielą kilometry przecież (Przecież, przecież, przecież, przecież) Kurwa, OSXAR, ale beat