Czuję się jak na maturze, lub jak przed koncertem Śliny mi brakuje i lekko się trzęsą ręce Nawet nie mam marynarki, tę kupiłem chwilę przedtem Potem zdejmę, bo przez życie można godnie przejść i bez niej A to dyskomfortem, pocę się i jeszcze stres ten By było wygodniej, na zarzut odpowiem wierszem Prasowanie koszul przy tym dla mnie piekłem Które, podpowiada rozum, jest dla prowodyrów cierpień Przyznaję, że posiadałem, trudno podważyć tę kwestię No a nawet jeśli da się, kłamać przecież nie chcę Szedłem na śniadanie po zeszłorocznym sylwestrze Mając w głowie zgodnie z planem, coś na szybko zjem i lecę Wnet zaskoczył mnie policjant, zaprosił na pogawędkę Poszukiwał czegoś, co ze mnie zrobi przestępcę Wiem - wyglądam jak wyglądam, lecz raczej nie niebezpiecznie Mimo to oznajmił ciepło, że dziś prześpię się w areszcie Miałem MDMA, z angielskiego em-di-em-ej Które, z nieuwagi, ugościła moja kieszeń Które kiedyś mi pomogło, jak bardzo, nawet nie wiecie Które to legalnym lekiem jest w wielu miejscach na świecie Jak chcesz w nim zobaczyć zmiany, mówią, najpierw zmień się Choć każdy bywa zły, to nie wierzę, że ktoś chce źle Byłem wychowany, w mych rodziców kłótni świetle Gdzie jak ktoś sobie nie radził, wtedy sięgał po butelkę Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - ciekawe gdzie poszedł Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - były strachy gorsze Czasem nie dowierzam... Błądziłem jak dziecko we mgle, traktowany jak powietrze W nikotynowym dymie, drążyłem swoją alejkę Dobre duchy mi szeptały, że nie ważne jest skąd jestem Ale dokąd idę i co zrobię z tym co przeszłe Bywałem przesmutny i popadałem w depresję Zbiegłem z domu krzycząc, że nie zobaczą mnie więcej Byłem tuwimowym Grzesiem, co dziurawy worek niesie Ale to co miałem w środku to nie piasek lecz pretensje Sypią się przez dziurkę ciurkiem, gdy szukam siebie po świecie Głupio ciesząc buźkę, no bo z każdym krokiem jest lżej Dzisiaj worek pusty i mam oczyszczone serce Więc ta sprawa dla mnie trochę jak dla beczki miodu dziegieć Ludzie jedzą gluten, cukier, nie mówiąc o mięsie W alkoholu topią smutek i swoje obawy W skutek czego puchnie brzuszek i budzą agresję Nigdy nie widziałem takich po ziole czy emce Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - ciekawe gdzie poszedł Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - były strachy gorsze Czasem nie dowierzam... A gdy tak sobie dumam o naszym społeczeństwie W którym zdrowie powierzamy ludziom z tytułami Łatwiej bowiem pójść nam po receptę, zjeść tabletkę Niż zrozumieć co się dzieje w duszach i z naszymi emocjami Z tą substancją, której posiadanie przedmiotem tej sprawy Odbyłem terapeutyczną sesję Kiedyś nie widziałem, po tym jestem przekonany O tym, że i moich rodziców ktoś musiał skrzywdzić wcześniej Tak pokoleniami obrzucamy się traumami I jesteśmy jak jeden organizm na kozetce Świat to terapeuta, oh, z wieloma dyplomami Tylko czemu jakoś nie pomaga, kto wie, może nie chce? Ale kto ma oczy, konsekwencje widzi Ale kto ma język, czuje, że są gorzkie Ale kto ma dotyk czuje, że są szorstkie Kto ma uszy, to je pewnie słyszy Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - ciekawe gdzie poszedł Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - były strachy gorsze Czasem nie dowierzam... Głowa głośno krzyczy, sumienie szepce łagodnie Pierwsza martwi się co będzie, drugie mówi mi - spokojnie Bo nie zrobiłeś niczego, nic, co byłoby krzywdzące Ani dla siebie kolego, ani też dla kogokolwiek Ciągle szukam siebie, wiem, że przy tym czasem błądzę Wierząc w to, że Ziemię uczynimy lepszym miejscem Przy tym wierzę, że nie znajdę się pośród żyjątek Gotowych do morderstw i bóg wie do czego jeszcze Niech mi dopomoże, abym został po tej stronie Bo jak mnie zabraknie kto pomoże mamuleńce? Wyryłem to nożem w testamencie i w umowie Choć to jakieś grosze, proszę, wszystko jej przelejcie Minęło lat osiem, gdy odezwałem się do Niej Duma po tym była mi największym z uzależnień Większa od tej, kiedy spełniłem marzenie swoje Bo tam skąd pochodzę nigdy nikt nie wierzył nikt we mnie Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - ciekawe gdzie poszedł Między nami chemia, talerz z MDMA Strach tu był i nie ma - były strachy gorsze Czasem nie dowierzam... Mówiłem, że nie przeproszę, jak ja mogłem tak do mamy? Rozstała się z ojcem wreszcie, teraz mieszka w Niemczech Podzieleni kłótnią i złymi kilometrami Proszę spojrzeć, co się dzieje, gdy nie wybaczamy Goniąc za pieniądzem gdzieś gubimy troskę Tak mieszamy wolne wole z naszym przeznaczeniem Dzisiaj widzę się z Nią zawsze, kiedy przyjeżdża do Polski I to powód do radości, ale teraz się nie śmieję Chyba na tym skończę, bo najpewniej coś powielę A niewiele więcej mam na usprawiedliwienie Niech wysoki sąd osądzi, co jest złe, co nie jest Wnoszę o umorzenie