Kiedy byłem na zwałce i byłem w podstawówce Oznaczało to uśmiech, a nie, że jestem martwy prawie Gdy jestem gównem, choć się czuję kozakiem Boję się, że on już wie, boję się, że ona wie że gram Rolę, jakbym miał pada w dłoni A kto na to patrzy to mi nie robi Ziomek, to mi nie Schowany pod parasolem, bo pada na głowę Od pożądania stawiam żądania jak Jopek Ty rozebrana jak przy rosole avocado body Zrobiłem z niej Gacamole, jej w Body Leży na podłodze (jupijej) wady będą przerobione Lecz ja za nią tego nie zrobię mam swoje Jej zdrady co mnie obchodzi? Jej koleś Gdy już nauczy się kochać Będzie mi jej wybaczone Póki co to nie... Kiedy byłem na zwałce i byłem w podstawówce Oznaczało to uśmiech, a nie, że jestem martwy prawie Gdy jestem gównem, choć się czuję kozakiem Boję się, że on już wie, boję się, że ona wie że gram Kiedy byłem na zwałce i byłem w podstawówce Oznaczało to uśmiech, a nie, że jestem martwy prawie Gdy jestem gównem, choć się czuję kozakiem Boję się, że on już wie, boję się, że ona wie że gram To za mało dla mnie, żeby hulało, żeby siedziało chcę Zawijam stówkę, to moje działo na zawistnych chujków Choć wyzywają od ćpunków weź Tylko by go to ruszało te Gdy mówi to jeden z drugim, co dnia nie przetrwają bez faji kawy i cukru więc Nim ci powiedzą, że sami nie ćpają, nie chcę pierdolną w łeb Niech wygadają się konfesjonałom, po co co rano odwiedzają sklep Nie osiągniemy nic, panny dają lecz nie daję osąd też Kto nam pomoże jeśli Sobie sami nie damy ratunku